Przypominam, że jest to blog charytatywny, dedykowany dzielnej i pięknej Paulinie Pruskiej walczącej z nowotworem.


środa, 19 sierpnia 2009

Dla Pauli

I w różańcu za Ciebie! Trzymaj się!

Aga M.

Tak bedzie!


Tak bedzie!

Jesli mozna pic za zdrowie, trzymac kciuki to ja wpieprzam leczo za powodzenia, ema! A śmieciuchowi *#% w £¥$> :)

Zippomaniacy tez trzymaja kciuki!!! :)

Zadnych kciukow. Soczysty fuck dla smieciucha.

Szermierze tez 3maja kciuki!!!pozdrowienia

Trzymamy kciuki Paula !!! :) Zuzia, Maja i mama Dorota. Buziak dla Guru :)

PAULA ! TEN ANIOŁ DLA CIEBIE-BYTOM M.W.

wtorek, 18 sierpnia 2009


------------------------------
Nadfruwają esy
Środa, godz. 14:55
W ostatnich godzinach dostałem mnóstwo esemesów kciukowych i nadal napływają kolejne, m.in. od Ewy Bem, Małgorzaty Potockiej, Dzikiego z zespołu Mech, filmowców Joanny i Krzysztofa Krauze (z Andaluzji!), Julity Janickiej, Kai D'Erceville (rosnąca w siłę reżyserka filmowa), Mikołaja Lizuta, Moniki Olejnik, Tomka Sekielskiego, Wojtka Olszaka, Miłki Skalskiej z TVP3, Jerzego Fedorowicza, Janusza Lange i wielu innych. Esy są różne, od trzymających kciuki, przez uduchowione, aż po pełne napięcia kryminały. Dzięki za wszystkie!
------------------------------
Zaciśnięte kciuki Moniki.
Środa, godz. 14:18


Foteczka komórkowa nadesłana przez Monikę Kapleuszniczkę Prus (znajdziecie zrobione przez nią kapelusze oraz jej filmik dla Paulie gdzieś wcześniej na bloszku).



------------------------------
Jest 14:00. Operacja powinna się właśnie zaczynać.
Środa, godz. 14:01
------------------------------
Minęła 12:00 - Pau jest już w Mass General.
Środa 12:01
------------------------------
DZIŚ KONIEC ŚMIECIUCHA!
Początek o 14:00!

Środa, godz. 4:06


















Tak skończysz, kutasie.
--------------------------------------------------
Z OSTATNIEJ CHWILI!!! POGODNY MAIL OD PAU!!!
Sroda, godz. 00:27

A ja mam fotto Paulencji jako Michaela Phelpsa w wodzie!!!
* * *

W środę - czyli dziś - wstanie raniutko i w szpitalu wyląduje o 6 swojego czasu. U nas będzie 12:00 w południe. Dwie godziny później, o 8 rano (a u nas będzie 14-ta) specjaliści z Massachusetts General Hospital zaczną ostateczna rozprawę ze Śmieciuchem. Dziad, który popsuł życie naszej koleżance, będzie musiał się z niej wyprowadzić na dobre.

Ostatnie badania niosą dobre wieści. Są ogromne szanse na powodzenie, a także na to, żeby po operacji Pau mogła normalnie żyć. Wszystko się okaże, jak zajrzą do środka. Ale wstępne analizy zapisów komputerowych i tomografu rokują dobrze.

Operacja zostanie wykonana przez jedną z najlepszych klinik na świecie.
Nie mam pojęcia ile będzie trwać, nie pytam Pau o takie rzeczy. Wiem, że konsultowali ją najlepsi zawodowcy z kliniki Dana Faber, która wyleczyła z tego przypadku wielu ludzi. A więc teraz wszystko w rękach mistrzów, którzy się na tym znają. Są zbyt dobrzy, byśmy się mieli niepokoić.

Taki jest w życiu podział ról.

My mogliśmy próbować stanąć na naszych krótkich rzęsach, aby udziobać dla Pauli 250 tysi dolców. To jest wszystko, co w tej konkretnej sprawie mogliśmy i nadal możemy zrobić. Dodatkowo mogliśmy przez ten czas dodawać jej otuchy, rozbawiać ją, kręcić nią młynka i uprawiać z nią zajęcia hipnozy. Mogliśmy robić jaja, kpić i dzielić się wiarą w sukces. Mogliśmy tez czerpać z niej potęgę wiary w życie. Teraz nadszedł czas konkretu.

Jak powiedział LUC "Paulina, będzie dopsz..." :)

* * *

Nie chcę nikomu udzielać życiowych lekcji, wiem jednak, że celebryci powinni do tego właśnie służyć. Mając znane nazwisko mogą nakręcić spiralę dobra. Nie wokół siebie, nie za kasę na kolejne ferrari, ale wokół innych, którzy potrzebują podania ręki. Mnie takie spotkanie nic nie kosztuje. Jest chwilą ulgi, spokojnego snu, cudowną zabawą i spłatą długu. Wszystko co mam, zawdzięczam ludziom, którzy mnie kiedyś docenili. Wszyscy celebryci są komuś coś winni. Niech się obudzą z tą myślą następnego ranka.

* * *

Teraz zabawa "Podaj Dalej" wchodzi w fazę, w które możemy jedynie (i musimy) trzymać kciuki. To jest całe nasze zajęcie na najbliższe godziny. Potem już tylko pozostanie czekać na powrót Pauliny do domu.

Zaraz wstawię kolejne filmiki z LUMP TV. Dzień toczy się, jak każdy poprzedni :)

L.

Wiem, że jestem upierdliwy, ale sakiewki proszę wywlec na drugą stronę. Czyli wywiskać. Polska armia w Afganistanie potrzebuje sprzętu, nasza armia w Bostonie potrzebuje jeszcze 40 tysięcy dolarów.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Zegar Światowy: Boston - Warszawa

Kliknij w link, a potem w zakładkę "zegar światowy" - zobaczysz która jest godzina w Warszawie, Bostonie i LA.
Zegar Pauli i Bloga!
Zakolczykowany lump w starym samochodzie.

Njusy.

Tak o mnie napisał pewien zawodnik na forum Onetu dwa dni temu i spadłem z fotela ze śmiechu. "Widziałem go na stacji benzynowej. To stary zakolczykowany lump w starym samochodzie." :)) Noszkurwa :))) Rewelacja! :)

"Zakolczykowany lump" to idealny tytuł na płytę. Albo na nazwę bloga. W ogóle strony internetowej o charakterze brukowym, jak ta. Kiedyś założyłem zespół Plugawy Anonim tylko dlatego, że komunistyczny rzecznik rządu Urban oznajmił przed kamerami, iż Polacy uwielbiają stan wojenny i generała Jaruzelskiego. I dodał, że "przychodzą tysiące listów z poparciem dla stanu wojennego, a protestują wyłącznie pojedyńcze plugawe anonimy".

* * *

Kasia Kowalska zapytana przez dziennikarkę jak jej najbardziej pojechali w internecie, powiedziala: "Stara rura".

* * *

Wracam do lumpa.

W 1983 zostałem przez jeden z tygodników politycznych (chyba "Tu i Teraz") obwołany najgorzej ubranym człowiekiem w PRL. Ale szpan! Wtedy nie było w prasie takich rubryk i specjalnie ją stworzono. Tańczyłem z radości. Gdybym wówczas został w ich ankiecie człowiekiem najlepiej ubranym - chyba bym się pociął. (Polsilver - żyletka z PRL; hasło reklamowe "Polsilverem ogolisz się raz na zawsze")

Ta deklaracja o cięciu nadal obowiązuje.

Ale wtedy rzeczywiście coś musiało być na rzeczy, skoro pewnego dnia stałem z Dawidem na ulicy usiłując złapać taksówkę, nie jechała żadna przez godzinę albo i dłużej, aż w końcu nadjechała i na mój widok dodała gazu. Wtedy Dawid powiedział "Nikt się nie zatrzyma, jak jestes w tej katanie". Hehe.

Oto ona (katana). To w niej wręczałem nagrodę najlepiej ubranym kobietom (Kayah) na konkursie projektantów mody kilka miesięcy temu. Tak to się kręci.

* * *

Wracam do lumpa. Znowu.

Z rana przeczytałem gdzieś, że Boba Dylana spotkała straszna rzecz:
"Dylan włóczęgą." - zapierdział tytuł. I potem szła treść.
"Jak ustalili reporterzy programu "Access Hollywood", legendarny rockman został potraktowany przez patrol policyjny jako podejrzany włóczęga, kiedy pod koniec lipca przygotowywał się do koncertu w Lakewood. Zaniepokojony obywatel zadzwonił na policję, aby poinformować o spacerującym po ulicy podejrzanie wyglądającym osobniku. Dylan nie miał przy sobie dokumentów, więc policjanci z patrolu zawieźli go na posterunek, a następnie do hotelu, gdzie jego tożsamość potwierdzili współpracownicy i dopiero wówczas został zwolniony."
Więc jest nas lumpów dwóch. Tyle że ja jestem lumpem naprawdę.

* * *

Gdy rozmawiałem z Newsweekiem opowiedziałem, ze w Nowym Jorku chodziłem w upały w długiej do kostek tureckiej sukni, bo nie musiałem nosić spodni. Nikt na mnie nie spojrzał nawet.

* * *

Dawid się z wolna pakuje, znowu będzie wylatywał. Mnie rozwalił dzisiaj całkiem. Leżeliśmy jeszcze rano z Gusią w łóżku, kiedy wszedł i nawinął historyjkę o swojej wizycie w wietnamskim barze.
"Kurczak na ostro" - zamówił.
"Kutak na otto" - powtórzył Wietnamczyk. Policzył coś na kalkulatorze i odpowiedział: "Otem petteton".
Kurwa, spadłem z tapczanu.

* * *

TV LUMP

Paulie, musisz wiedzieć, że Warszawa tęskni. I jest piękna miejscami. Oto takie miejsce. Nagrałem je kilka dni temu, specjalnie dla Ciebie. Zatrzymaliśmy z Gusią ruch uliczny, poważnie, żeby zrealizować film.

Ładne miejsce, nie? :)
Spierdolone jedynie moim widokiem zakolczykowanego lumpa, ha!
Naprawdę mnie to nobilituje. Czy ktoś mnie zrozumie?

* * *

A to szefowa radiowej Trójki, ma parę słów specjalnie dla Ciebie. Kolorowa Magda Jeton została skomórkowana przeze mnie w dniu i dokładnie w chwili, gdy startowałaś do Bostonu, 12 sierpnia tuż po 12:00. Właśnie wyruszałem z domu w sfilmowaną tu podróż, kiedy zadzwoniłaś, że wsiadasz do bombowca. Taka chwila :)

(Doceńcie montaż, który sam robię w kwadrans, taki jestem szybki i kiepski przy okazji).

* * *

A to z kolei mój koleżka dobry Wojtek Olszak, zdolniacha muzyczny nieziemski, nieziemski producent oraz radiowy prezenter w stacji TokFM (audycja "Woobie Doobie"). Przysłał mi takie coś i od razu wyniuchacie zawodowca. Spokojnie może robić reklamy do Radia Zet. (Musi tylko pamiętać, że tam moje nazwisko jest zakazane).

Skurwiel ewidentnie pije do mojej wagi. Łajza. Wie, że mamy zatańczyć razem z P. zaraz po jej powrocie i że niby słabowitą dziewczynę będę szturchał brzuchem podczas piruetu. Pracuję nad tym! :) Ale co ważne: zdeklarował się, że zagra Pauli na powitanie! Juhu! (U Wojtka w studio mam zamiar nagrać muzyczną ciekawostkę, ponieważ on jeden w PL jest w stanie wykonać trick, o którym myślę).

* * *

Zdradzę Wam, że Olszak zwraca się do mnie per Ho, podobnie jak Pilichowski (on jest dla mnie Pi). Dla odmiany Dawid wita mnie rano słowami "Idzie wielkie Ha" i Gusia czasem wtedy pyta: "Przez samo 'h', czy przez 'ch'?".
Tytus do mnie mówi per Zbigniew.
Wielkie dzięki Wojtek, wielkie dzięki Magda!

* * *

I na koniec jeszcze jedne życzonka. Odgrzebałem starsze nagranie aktora-reżysera-wychowawcy, a teraz posła PO Jerzego Fedorowicza, który kilka tygodni temu powiedział Pauli do komóry takie coś:

Całkiem niedawno, jak się dowiedział ile kasy natłukliśmy, poseł Jerzy przysłał mi esa z wyrazami podziwu dla naszej akcji. Wielkie dzięki. Ale też ufam, że Pan Poseł również wtrącił grosik do naszego kapelusza.

* * *

Dostałem ślicznego maila od Marty Pruskiej, siostry-holownika, siostry-podpórki i siostry-duchowego-filara Pauli w jej walce z cieniem. Odpowiadając na niego napisałem coś, co teraz wklejam. Historia stara, ma jak policzyłem 28 lat, ale oobowiązuje nadal:
"W środę – wiadomo. Każdy z nas ma tę środę wrytą w pamięć. Kiedyś miałem powazny wypadek samochodowy, mnie się własciwie nic nie stało, a powinno. Kotłowałem się małym fiatem przez ponad 100 metrów, odbijając się od asfaltu, przelatując między latarniam i innymi samochodami, zgroza. Niestety (żadna tajemnica) na banieczce. I następnego dnia pani milicjantka, której nazwisko pamiętam do dziś, spisywała moje zeznania. W pewnej chwili okazała mi na papierze milimetrowym wykres ulicy i trajektorię mojego przelotu. Zobaczyłem i struchlałem. A ona mi mówi: „Niech pan idzie po nowy dowód osobisty”. „Jak to nowy?” „Nowy. Z wczorajszą datą urodzin. Bo dostał pan drugie życie”.

W środę Pau dostanie nowe życie.

Tylko to się liczy.

* * *

Popatrzcie sobie teraz: Paulina i Marta.Niezły duecik, co? :)
Kończę, bo nigdy nie skończę.

L.
(jak Lump)

PS
Za taką dawkę narkotyku powinniście mnie ozłocić. Wystrczy jednakowoż, że namówicie jakiegoś nowego człowieka do zasilenia naszego interesu. Tylko tyle.

Grzmi.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

niedziela, 16 sierpnia 2009

Po występie zawodowego zabójcy raków pora na oddech.

Filip Łobodziński to nasz kolejny wspieracz w pojedynku ze śmieciami.
Oto jego sugestia na "po-Bostonie".

Przypominam, że Pau zaproponowała strzelenie śmieciucha packą w pysk, zagranie nim w bejzbola, skopanie nim mecza w zośkę. Teraz multiczłowiek Filip prosi o zabawkę dla kota. No i tak ma być.

Dlaczego multiczłowiek?
Filippo to dziennikarz, tłumacz (m.in. książek z Kaczorem Donaldem! To jest to! Powymyślał te wszystkie imiona na te wszystkie małe kaczorki!), gitarzysta i wokalista ("Zespół Reprezantacyjny"), poeta i scenarzysta, aktor i prowadzący telewizyjnego "Pegaza". Pewnie robi też milion innych rzeczy, ale kto by tam zliczył. O, w "Non Stopie" i bodajże w "Machinie" był krytykiem muzycznym i w ogóle napisał parę książek na ten temat.

Więc jak taki ktoś zgłasza prośbę, droga Paulino, że chce mieć ze śmiecia kulkę dla kotki, to nie wypada odmówić. Kot żeński musi mieć co ganiać. Zero wyjścia.

* * *
Tudej jest niedziela, ale nie ma to dla mnie znaczenia. Może tylko to, że synalkowie wrócili z terenu i jest dym w budynku. Jak znajdę chwilę, to coś jeszcze dostukam. Mam co. Pamiętajcie jednak, że zostały nam only (Pau, nie czytaj!) trzy dni i będzie po wszystkim. (Pau czytaj!) KTOŚ NAM WYZDROWIEJE. Jednak póki mu nie zabezpieczymy spłaty bostońskiego długu - będziemy się spotykać w tej sprawie jak gdyby nigdy nic. Ja siedząc przed kompkiem będę se zmieniał krawaty, będę mendził, brzdąkał na gitarze i wymyślał nowe sznyty dla brody. A jak będę chwilowo trzeźwiał, to będę klął, wkurwiał siebie i Was, oraz wklejał filmy o kotach.
Tak: będę świrował.
Będę lansował siebie do bólu.
I co kilka godzin będę się kończył na oczach ludzi.

Ale mam pewien plan.

Jak pokonamy owe 250 niezbędnych tysięcy (jest 207!), to sprawię Wam nieziemski prezent. Sam się tego po sobie nie spodziewałem. Naprawdę, aż mam ciarki.

Z.

Mrożąca krew w żyłach historia.

UPRZEDZAŁEM WAS, ŻE PLANUJĘ SPOTKANIE Z MORDERCĄ.
Do samego spotkania nie doszło, ale człowiek o którym mówiłem przysłał mi to:




Włożylem kasetę do odtwarzacza (mam nadal vhs) i oto co zobaczyłem:



Do kasety dołączone było narzędzie zbrodni: lalka Voodoo Cancer Doll. Mam ją w domu.



Co z nią zrobić?
Spalić?
Aukcja allegro?
Jak sądzicie?


(Lalki Voodoo zawsze są wstrętne.
Jestem tak rozdygotany, że raczej nie zasnę.)


Czekam na Wasze komentarze i maile: ostatnie już maile na adres guru@holdys.pl. Dziś bowiem podczas dwu-i-pół-godzinnego wywiadu dla "Newsweeka" ujawniłem swoją nową pozycję we wszechświecie. Swoją nową dystynkcję. Przebijającą gurego szpilką. Takoż zmienię swój adres mailowy i guru zniknie mi z oczu. Wam nową rangę ujawnię dzień przed publikacją.

Z.

Ja wiem, że film Voodoo Cancer Killer zdobędzie nagrodę na festiwalu filmowym w Gdyni (jestem tam jurorem). Ale mam to w dupie. Facet prosił, żebym wam przekazał co następuje: jeśli nie rozgłosicie wśród znajomych, że sprawa jest niezakończona i brakuje jeszcze 4 dychy zielonych, to gotów jest zabrać się za inne lalki: WASZE.

* * *

*Dla osób nie znających angielskiego zapis przemowy Voodoo Cancer Killera:
"Jestem zabójcą raków. Zabijam raki codziennie, każdego ranka. Co minutę. Wszędzie.
To jest moja rakowa laleczka voodoo. (pokazuje)
A to jest igła. (pokazuje)
I robię... to!... i to... i to... (z furią nakłuwa lalkę) temu pieprzonemu rakowi Pauli!!!
Aaaaaaa!!! Hahaha!
Uh.
Teraz (pokazuje lalkę) to jest trupek.
Widzicie?
Zadzwoń, jeśli mnie potrzebujesz.
I nie igraj kurwa ze mną!"


* * *

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

sobota, 15 sierpnia 2009

Kiedy my wstajemy, Paula idzie spać.
Zamim zaśnie - czyta nas, pisze maile do przyjaciół i wpisuje posty na swojego bloga. Możecie ją podejrzeć, w nocy, samą, jak nigdy.

Z.

Ta fota to min. 5 zł od łba.
Wpiszcie do zeszytu długów.
Nadal szukamy 45 tysi dolarów.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

piątek, 14 sierpnia 2009

Dziś trzy filmy i superfota!

LUCa po raz pierwszy zobaczyłem na oczy w programie "Hit Generator" i ścięło mnie z nóg. Człowieka o takim polocie, muzykalności, poczuciu humoru i charyzmie nie widziałem dawno. Nie chcę tu uprawiać masturbacji, ale jeśli ktoś lubi Salvadora Dali, burleskę, Quentina Tarantino, Eminema i jazz w jednym oraz życzliwych światu ludzi - musi się zachwycić. (Chyba, że go gust zawiedzie, hehe).

I ten oto LUC przysłał dla Pauliny dwie rzeczy: swoje życzonka, trwające 5 sekund (oto one, hehe):

oraz niezwykłą płytę na szlachetną licytację !!!(oto ona czyli płyta z Lukiem).


Uwaga: płytę z dedykacją i ważkimi słowami LUC wyśle zwycięzcy aukcji OSOBIŚCIE! (Kto wie, czy sam nie wystartuję do bójki o nią)



TU JEST AUKCJA
Co w niej jest takiego niezwykłego? Jest REWELACYJNA. Wszystkie dziedziny sztuki zostały na niej splecione w jedną całość. Przeczytajcie esa od LUCa:

"Witaj Zbyszku, Plyta PLANET LUC - to ten ostatni album na ktorym lacze 4 dziedziny sztuki (muzyka, liryka, film i grafika) w jeden przekaz. Zadedykowalem go dla dobrego czlowieka. I napisalem "Pomagamy PAULI". "Energia jak boomerang wyrzucony z okna" - to fragment utworu o energocyrkulacji "(ile ja Tobie tyle ty jemu, temu co mi to odda itd...)" sciskam i trzymam kciuki naprawde luc"

Jeszcze dziś multi-giga-cedek LUCa znajdzie się na Allegro.
Po to, by wesprzeć Paulę w jej walce.


Dzięki Ci, Acanie! :)

(Na koniec tej częsci postu specjalnie dla Was WIELOLUC - czyli mój składak z LUCa, żeby PP nie musiała klikać pietnaście razy)


LUC grasuje na:
Eluce
youtube
myspace

* * *

TERA JA


Jak odpowiedzieć na akcję LUCa i nienarobić sobie obciachu?
Ja też mam filmik.
Z wczoraj.
Obejrzyjcie do końca.


Suseł to imię mojego jamnika, jakby co. Jednego z dwóch. Drugi to Bronek. Obydwa po 13 lat. Z psami trzeba regularnie grać w kulę, bo one nic innego z nami nie robią. Rolowanie to ich specjalność. Ale i moja też.

* * *

I - UWAGA - NAJWAŻNIEJSZE:
TERA ONA!
Oto Pau ze swoim chłopakiem o nicku Michau w Bostonie. On już tam czekał na nią od kilku tygodni.

Pau napisała o zdjęciu przepięknie: "Tak to michal. Na tym zdjeciu patrzymy w jasna dla nas przyszlosc:) ciao ciao"

I tak ma się stać :)

Z.

Kochani, po tej dawce blogotaminy musicie w amoku skoczyć do gardeł waszym kasiarzom - rodzicom i pensjopłatom - bo musicie nas wynagrodzić. Dolar pieprzony skoczył do góry i oskubuje nas z grosików dl a Pauli, więcej musimy zapłacić, musimy mu dać odpór. Julita, managerka Piaska właśnie mi nadesłała esa, że kolejna kasa od nich frunie. Więc i wy nie zostańcie z tyłu! :)

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Rak grasuje po Bostonie!

Krótka piłka: rano odebrałem fotki i natychmiast je wstawiam.
Najpierw tą, którą Pau lubi najbardziej.
Z rakiem :)









Twardzielka, hehe :)

















I jeszcze jedna, zmieniająca proporcje.










Nie wiem, czy to jest rzeźba Guliwera, ale uwierzcie mi: mam 180, a powinienem biegać przy Paulencji na koturnach.

Ok, teraz Was zostawiam, wzywa mnie życie. Wieczorkiem - jak będziecie grzeczni (a zaraz zadzwonię do Fundacji i zapytam co tam na koncie) - to wstawię Wam bostońską fotkę Pau z jej chłopakiem (auć! :)... oraz prezent dla Pauli od LUC-a, mojego nowego wielkiego artystycznego faworyta.

Narka.

Z.

Szur, szur, kapcie, książka czekowa, autograf i myk do Św. Mikołaja.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

czwartek, 13 sierpnia 2009

Najpierw obejrzyjcie trailer. Pierwszy w historii teatru (naprawdę!) trailer sztuki teatralnej wykonany tak, jakby ta sztuka była filmem. Sensacyjnym.

Nie opowiem Wam o czym jest ta sztuka, ale dosłownie 3 dni temu na jednym z festiwali zrobiła furorę albo zamieszanie, jak kto woli. (Przyszły tłumy i o północy musieli zagrać dodatkowy spektakl).


(Od razu wyjaśniam, że poza napisaniem tej sztuki nie mam z nią nic wspólnego, trailer - podobnie jak wy - zobaczylem na ekranie monitora kilka dni temu)

Tymczasem naprawdę Niewinni Chłopcy są tacy, jak na filmie niżej. Do rany przyłóż. Grzeczne dzieciaki. Khm...
Spędziliśmy razem z Pauliną dwie godziny w ogródku knajpy Muza na Chmielnej, wśród gwaru spacerujących ludzi, rozmawiając i śmiejąc się, a wszystko to w tym fatalnym jednak dniu, w którym Pau dostała niepokojącą wiadomość o złych wynikach badań. (Potem te wyniki okazały się wcale nie takie złe.)

No nic, oto nasza

KOLACJA


I to po tej kolacji Tytus, kiedy się żegnał Paulą, usłyszał od niej komendę "Na palce mi tu do buziaka" i nadstawiła policzek. Hehe. Wysoka jest pięknie.

Mam nadzieję, że tym wieczorem pozwoliliśmy jej nieco zapomnieć o fatalnych badaniach. I wtedy okazało się, jak świetna to jest dziewczyna, jak kapitalne ma poczucie humoru (kamera nie wychwyciła, wierzcie mi na słowo), że ma brata bliźniaka (na szczęście nie choruje), że pomaga jej super siostra spodziewająca się dziecka (teraz we dwie są w Bostonie) i że jej tata jest klasycznym zbieraczem wszystkiego. To z jego kolekcji pochodzi płyta, którą dostałem od Paulie (dzięki wielkie!).

Tak, tata słusznie robi zbierając różne rzeczy z dzisiaj. Poważnie. Rozumiem go jak mało kto.

* * *

Ja nie mam kompletnie zdjęć i filmów z czasów gwiazdowania w Perfekcie i jak trzeba było powiedzieć synowi kim byłem (bo Tytus się urodził już po zakończeniu moich wybryków scenicznych), musiałem prosić znajomych o fotki. Wycinki zbierała moja matka - ja nie. Nawet moje płyty Gusia musiała kupować na Allegro.
A potem zbieraliiśmy z Tytusem autografy (Al Pacino, Muhammad Ali, yeah!) i różne pamiątki. Chcieliśmy nabyć krzesło ze statku Titanic, ale było za drogie, więc chcieliśmy kupić maleńkie krzesełko-rekwizyt z filmu "Titanic", które grało rolę w tej tonącej makiecie - niestety wymiękliśmy gdy osiągnęło cenę 4500 dolarów, a było wielkości pudełka zapałek.

I nagle okazuje się, że nikt nie przechował pierwszego numeru "Gazety Wyborczej" (w drugim jest mój artykuł, takie były czasy) ani jeszcze wcześniejszego egzemplarza "Expressu Wieczornego" z listopada 1963 roku, kiedy Kennedy został zastrzelony.

Stare przedmioty mają duszę. Nie chodzi o antyki. Pamiętają swoje czasy nie tylko treścią, papierem, czcionką czy materiałem, z którego są zrobione, ale także wchłoniętymi cząsteczkami gazów, światła, atomów różnych pierwiastków, które się napatoczyły, wdarły, coś wyszarpały...

* * *
Czy zastanawialiście się kiedyś, że oddychamy tym samym powietrzem, które wdychały dinozaury? Dokładnie tym samym! Przez miliony lat nie było na ziemi wymiany powietrza na inne. Cały czas jest to samo powietrze mielone we wszystkich kierunkach. Ten je wydycha, tamten wdycha, ktoś beka, ktoś to wciąga, rośliny robią co mogą żeby przywrócić proporcje tlenu i dwutlenku, a my i krowy odwrotnie, pioruny dodają mu ozonu, freon ów ozon mu odbiera, a my ludzie z nim znowu swoje, i ocean swoje, i zwierzęta swoje, i fabryki swoje.

Więc kiedy taki dino wypuścił potężnego bengala, którego sound i zapach hominidzi brali za zemstę bogów, to cząsteczki tego pierdnięcia krążą po świecie do dziś. Zmieniają jedynie swoją rolę i położenie. Lądują w różnych płucach, niekiedy w chlorofilu roślin, w maszynach zasysających, w czyjejś klimatyzacji - i być może właśnie w tej chwili ja Zbigniew H. osobiście wciągam głęboko te wypierdziane atomy. (Nosem nic nie czuć)

Ha!

* * *
KOLEKCJA

Sentymentalnie miałem kiedyś zamiar zrobić tak: zaprosić ludzi na swoje urodziny (nigdy tego nie robię, ale może jeszcze zdążę) i każdemu wręczyć tekturowe pudełko-sześcian, w jakie pakuje się z reguły jakieś małe przedmioty galanteryjne. Następnie poprosić, by wszyscy goście zamknęli swoje pudełka i szczelnie okleili ich krawędzie specjalną taśmą. Mój zamiar był taki, żeby potem wspólnie okleić te pudełka kartkami z grafikami Charlesa Bukowskiego (genialne). I tyle.
Po co?
Zaraz się zaśmiejecie.

Tak wygląda kolekcjonowanie powietrza.
Mój nigdy nie zrealizowany wynalazek.


Puszka z powietrzem z klubu Marquee w Londynie z tego wieczora, kiedy grali tam The Beatles, z tymi wszystkimi atomami tlenu i dwutlenku węgla, maleńkimi kropelkami potu, wydechami dymu z cigaretów, oparami alkoholu, zapachem perfum i cząsteczkami pchniętymi tam przez dźwięki gitar Johna Lennona i George Harrisona grających "Can't Buy Me Love" - ileż to musiałby dla niektórych być warte.
Powietrze z pracowni Leonarda Da Vinci.
Z sali, w której komponował Beethoven.
Z kibla Billa Gatesa, kiedy ten się zesrał na wieść ile zarobił na DOS-ie.
Nie żartuję.

Zaraz złapię do słoika powietrze z dzisiejsego dnia. (Wcześniej się zastanowię co się w tym powietrzu powinno znaleźć.) Potem je wystawię na aukcję.
Albo Tytus je wystawi za 50 lat. O! Tak będzie lepiej. "Powietrze z czasów, kiedy ludzie jeszcze jedli hamburgery, zanim zostały zakazane."

Hehe.

Idę na kolację, popracuję nad jakością powietrza, które zamknę w słoiku.

Z.

Niewinni Chłopcy to Kamil Dąbrowski (25), Tytus Hołdys (22) i Tomek Solich (28, na kolacji nieobecny), oraz kilkoro przyjaciół, którzy z nimi grają (Judyta Turan i Jasiek Aleksandrowicz) oraz pracują. Kamil to ten, który oddał na
aukcję dla Pauliny starodruki sprzed stu lat.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"
WITAJ BOSTONIE!!!
Oto mail!
"Dolecialam,a jakze. Cala i zdrowa jak to mowia(ale i tak sie czuje). Podroz nie tak meczaca jak poprzednio. W boeingu troche wiecej miejsca na kulaski:)
Fajnie byc tutaj. Lubie Boston:)ale to chyba zrozumiale:)
A Mistrz to nie spi?? Oj nie ladnie:)

Ja teraz bede baaardzo starala sie zasnac.:)
Baju Baju!

Pau.

Ps.Zdjecia wysle jutro. cos nie chce mi mmsow wysylac.wrrrr"


7 minut później przyszedł mail nr.2
"Kurcze.Taka jestem podekscytowana tym wszystkim.Jak dane mi jest tu przyjechac,to na pewno po cos waznego.nie tak bez celu.Spokojna jestem,tam w srodku.
A dziad swedzi ze jej! :)"


I gdy go czytałem zapikała komóra - tak wygląda inwazja Pau. MMS! Uderzenie z trzech stron. Dzięki temu są wiesci jak z agencji prasowej. I co najważniejsze jest fotka, ta, którą widzicie wyżej! Paulencja trzyma się słupa i nie da sie porwać z powrotem, póki wszystkiego nie załatwi. Do foty bowiem jest podpis "Jestem i narazie tu zostaje!"

Ok, za chwilę, jak się przkonewertuje film do końca, pełnometrażowa miniatura Wojtka Pilichowskiego, króla basu, specjalnije dla Paulijny - to w nagrodę dla PP będzie niezwykły człowiek z pozdrówkami. Na jej dzieńdobry.

(cofee break)

SPECJALNIE DLA PAU WOJTEK PILICHOWSKI!!!
Nie do końca normalny basista :)

Wojtek w tej chwili znajduje się w Bolesławcu, gdzie trwają warsztaty muzyczne dla małolatów. Podjąl trudne wyzwanie wysyłania filmikow dla Pau co godzinę. Ale w świecie muzyki czas szybko mija i doszło tylko kilka scenek. Bo widzicie, drogie pudle i hieny, kiedy wy siadacie do kompków i stukacie swoimi zwojami, że ktoś jest beznadziejny, słabo gra lub śpiewa, albo że się kończy, to ten ktoś być moze tak ciężko i widowiskowo pracuje, że wam sie to nawet nie śni w skorupkach.

Określenia "amazing" i "incredible" towarzyszą niemal wszystkim filmikom z Wojtkiem na Youtube. Jest to wyjątkowa postać w skali światowej. Na codzień gra z Kasią Kowalską i swoim własnym zespołem. Ale kiedy pojawia się na prezentacjach na całym świecie - wszędzie wzbudza entuzjazm i podziw.

Dzięki ci Pi, jako pierwszy lecisz do Pau, do Bostonu, miasta wykopywaczy śmieciuchow.

A ja mogę już wędrować do koja.
Lubię jak długie dni się dobrze kończą.

Z.

Kochani, kochani, jak w dobrym kinie! Pani poleciala do USA, ojoj, mieliśmy emocje, a tu na miejscu jeszcze pewien cudak gra na basówce serenady dla niej niczym filut na odpuście, no należy się jakaś kasa, nie? Nasza managerka ma konto w Fundacji Sw. Mikołaja. Uiśćcie tam jakaś skromną danine i będzie kwita.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

środa, 12 sierpnia 2009

Halo, tu Londyn!




Godz. 16:50, sms od Pauli:
"Londyn.a to jambo ktory zawiezie nas do Bostonu."



Czyli zaczyna się skok przez Atlantyk.







Czyli przez takie coś.

Pokonałem to w życiu wiele razy. Niekiedy widać ocean z góry doskonale. Nadto lubię Jumbo, naprawdę jestem fanem tego dziada. Cholernie bezpieczna maszyna. A musicie wiedzieć, że strasznie boję się latać samolotem.

Blisko 40 lat temu leciałem po raz pierwszy Antonowem 24 i patrzyłem przez okno, jak podskakują na trzeszczącym skrzydle obluzowane nity. Kurwa, taki miałem debiut. W sekundę przeszła mi miłość do latania i szacun do kolegi Ikara, niech spierdala. Modliłem sie o przyjazną ziemię natychmiast, byle nie pionowo. Od tamtej pory latałem dziesiątki razy i albo musiałem pić straszne ilości alkoholu, albo musiałem się modlić do wszystkich bogów (jak już pić przestałem) i pewnie któryś z tych bogów był wlaściwy, skoro ani razu nie spadłem. Ale w Jumbo zawsze się czułem ciut lepiej, czyli jako tako za każdym razem.

Ok, Pau już dociera do jet streama. To jakieć 10-12 kilosów nad planetą.
Tak więc następny komunikatos od niej dotrze do Pulski o 2-3 w nocy. W sam raz. Mam zamiar dzisiaj pisać w nocy teatralne sztuczydło. Straszne sztuczydło. Noc jest niezbędna do pisania strasznych rzeczy. Nie może być tak, że opisujesz krwawe morderstwo, a pies ci obok merda ogonem, bo mu się lać chce.

* * *

Teraz jednak muszę opanować chaos.

Wracam do gitary, na której pitolę nowy kawałek. Całkiem całkiem.
Jest bowiem coś takiego, jak kolejność dziobania.

W moim życiu duchowym, poza wielką love do mojej żony i synalków, number one jest muzyka, gitara i brzdąkanie na niej. Narkotyk milion razy silniejszy niż wszystkie białe proszki z mąką razem wzięte.
Dopiero potem jest pisanie.
A blo?
Ten bloszek to jest relaks. Część mojej natury. Jakaś spłata długu zapewne, więc to nic wielkiego. Gdybym umiał operować ludzi - o, to byłoby coś.

Z.

BRZDĘK MI TU!
Za te wszystkie wyznania należy się datek dla mojej wspólniczki.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Paula z Okęcia: "Jest git!"

Króciutki sms "Jest git!" i fotka, którą widzicie po lewej - tyle nam było trzeba! Pierwszy etap z podróży do Bostonu to owo przejście rękawem z budynku do samolotu na lotnisku Okęcie.
Nadane o 12:00 na moją zasraną Nokiję, której godziny są policzone. (Stara suka nie chciała oddać zdjęcia Pau, walka ze sprzętem mnie obezwładnia. Średniowiecze, mówię Wam.)(Makak z Antyradia nie mówi inaczej na komórę, jak "burak").

Jak się uda, to będą i kolejne relacje.

Teraz zaczynam walkę z filmami, które dziś skomorowałem. Nasłuchujcie grzmotu. Jeśli w ciągu godziny nie uda mi się zwlec filmików z telefonu do kompka, to jebnę w Nokię młotkiem wielkości katedry Notre Dame.

Najlepszego.

Z.

Rzadko bywam wkurzony, naprawdę rzadko. Raz na kilka lat. Więc w zamian za moje obecne ujarzmienie nerwów w kwestii mojej Nokii proszę w hojniejszą wpłatę na konto Pauliny. Uznam, że mój telefon jest cudny.

No dobra, powiem Wam: Paula ma 186 cm wzrostu. Każe nam wszystkim stawać na palcach, jak ktoś chce jej dać buziaka (na powitanie lub pożegnanie).

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"