Przypominam, że jest to blog charytatywny, dedykowany dzielnej i pięknej Paulinie Pruskiej walczącej z nowotworem.


niedziela, 16 sierpnia 2009

Po występie zawodowego zabójcy raków pora na oddech.

Filip Łobodziński to nasz kolejny wspieracz w pojedynku ze śmieciami.
Oto jego sugestia na "po-Bostonie".
video
Przypominam, że Pau zaproponowała strzelenie śmieciucha packą w pysk, zagranie nim w bejzbola, skopanie nim mecza w zośkę. Teraz multiczłowiek Filip prosi o zabawkę dla kota. No i tak ma być.

Dlaczego multiczłowiek?
Filippo to dziennikarz, tłumacz (m.in. książek z Kaczorem Donaldem! To jest to! Powymyślał te wszystkie imiona na te wszystkie małe kaczorki!), gitarzysta i wokalista ("Zespół Reprezantacyjny"), poeta i scenarzysta, aktor i prowadzący telewizyjnego "Pegaza". Pewnie robi też milion innych rzeczy, ale kto by tam zliczył. O, w "Non Stopie" i bodajże w "Machinie" był krytykiem muzycznym i w ogóle napisał parę książek na ten temat.

Więc jak taki ktoś zgłasza prośbę, droga Paulino, że chce mieć ze śmiecia kulkę dla kotki, to nie wypada odmówić. Kot żeński musi mieć co ganiać. Zero wyjścia.

* * *
Tudej jest niedziela, ale nie ma to dla mnie znaczenia. Może tylko to, że synalkowie wrócili z terenu i jest dym w budynku. Jak znajdę chwilę, to coś jeszcze dostukam. Mam co. Pamiętajcie jednak, że zostały nam only (Pau, nie czytaj!) trzy dni i będzie po wszystkim. (Pau czytaj!) KTOŚ NAM WYZDROWIEJE. Jednak póki mu nie zabezpieczymy spłaty bostońskiego długu - będziemy się spotykać w tej sprawie jak gdyby nigdy nic. Ja siedząc przed kompkiem będę se zmieniał krawaty, będę mendził, brzdąkał na gitarze i wymyślał nowe sznyty dla brody. A jak będę chwilowo trzeźwiał, to będę klął, wkurwiał siebie i Was, oraz wklejał filmy o kotach.
Tak: będę świrował.
Będę lansował siebie do bólu.
I co kilka godzin będę się kończył na oczach ludzi.

Ale mam pewien plan.

Jak pokonamy owe 250 niezbędnych tysięcy (jest 207!), to sprawię Wam nieziemski prezent. Sam się tego po sobie nie spodziewałem. Naprawdę, aż mam ciarki.

Z.

2 komentarze:

  1. Dla mnie Filip Ł. głównie tłumaczył Perez Reverte'a, tego od Szachownicy Flamandzkiej czy Klubu Dumas, na podstawie którego Polański sieknął Dziewiąte Wrota. Masakra. Wciąga bardziej niż chodzenie po bagnach.
    A że podziwiałem go od lat szczeniackich na ekranie, to inksza inkszość... A kto nie wie, w czym, znak, że nieletni :D

    Powodzenia dla lekarzów, bo że dla Pauliny, to się, kurka, rozumi samo przez się :D

    Viciu Fulik

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam bym się na miejscu Usaina Bolta bał, żeby Filip z nim nie wystartował na Olimpiadzie na 100 m. Uważam też, że Filip mógłby dźwignąć Samoobronę z upadku, gdyby chciał (ale nie chce na pewno). Być może wymyśla teraz nowy Windows. Możliwe, naprawdę całkiem możliwe, że siedzi teraz na czubku Mount Everestu.

    Ja tam uważam, że Filippo nie ma limitu. Jest więc moim wyrzutem sumienia. Bo ja dla odmiany jestem najsłynniejszym królem leserki. "Tortilla Flat" powinna być o mnie.

    Z.

    OdpowiedzUsuń