
Ale zanim do tego doszło miałem chwilę odjazdu. Takiego, jaki ma mały chłopak, gdy zakłada na łeb pudełko po butach i zostaje Lordem Vaderem. W bufecie przy studio siedział generał Hermaszewski. Dla większości z Was to jakaś mglista postać z tajemniczej przeszłości, dla mnie to koleś, który poleciał tam, gdzie nie sięgał mój chłopięcy sen: w kosmos.
Jedyny Polak tego rodzaju.

Kosmita powiedział do brzdkąkającego na gitarze Ziemianina, że miał na niego oko. Byłem oszołomiony.
Zrobię tę dygresję. Jest coś takiego, że niektórzy mnie rozpoznają i wtedy jestem szczerze zaskoczony. Muzyk rockowy to nie jest jakaś wielka rzecz, żeby się wryć w pamięć. Niektórzy poświęcili życie, żeby mnie sprowadzać do parteru. (Zdarza się nadal, ostatnio warszawskim dxziałaczom PO, wielkie rozczarowanie). A tu na przykład w dniu wyboru na szefa Parlamentu Europejskiego siwiuteńki premier Buzek mnie pyta na jakimś korytarzu "W kółko pana słyszę w TVN24, a kiedy w końcu pana usłysze na scenie?". I wtedy jestem szczerze zdumiony. Bo życie uczyniło sporo, bym zapomniał kim byłem.
Wracamy do tematu.
Mirosław Hermaszewski to dla każdego faceta odrobina Zawiszy Czarnego spokrewnionego z Zorro zmieszanym z Wilhelmem Tellem. Nie mogłem odpuścić i dosiadłem się do niego. Zaczęliśmy gadać. "Mieszkam w lesie" powiedział nagle i sięgnął do łydki. Odwinął nogawkę od spodni, zrolował czarną skarpetkę i wyjął z niej IPhone'a. Przysięgam, że to prawda. Włączył, pojeździł palcem po ekranie i pokazał mi zdjęcia pięknego domu, bajkowego wręcz, pokrytego trzciną. Na zdjęciach dach był przywalony śniegiem, bo gdy je robiono akurat była zima. Na podjeździe małe rondo z kwietnikiem, widok na nie z tarasu i zaskoczenie kolejne: rondo jest w kształcie serca. "To dla żony" - mówi generał.
Odjeżdżam.
Mówi z refleksją, spokojnie, jest jakiś mały żal w głosie, kiedy mówi "Czasem mam jakieś wykłady i to mnie trzyma przy życiu". Na stoliku leży książka, którą napisał. Pytam czy cięzko było podczas przygoptowań. "Strasznie, po prostu strasznie. Ale lotu mi nikt nie odbierze" - stuka palcem w książkę. "Tu jest wszystko opisane". Już wiem, że książkę kupię.
Mówię mu o Pauli, że rozrabiam blogiem w jej sprawie. "Słyszałem o niej, dzielna dziewczyna". "Powie pan coś do komórki?" - pytam. "Jasne". Włączam i zaczyna mówić. Po kilkudziesięciu sekundach komórka miga i kończy nagrywanie. To Gusia dzwoni, bo wziąłem nie ten samochód. Uspokajam, że zaraz wrócę. Pstrykam Nokię-zdechlaka ponownie, jakbym się bał, że generał mi zniknie w kosmosie. Ale on czekał przy stoliku, sączył kawę i natychmiast zaczął mówić do Pauli ciąg dalszy.
To wszystko jest tu.
Niezwykłe.
Nie wiedziałem, że generał chorował na raka. I że go pokonał.
Nie mam słów.
Za te życzenia dla Pauli jestem wdzięczny generałowi bardzo.
Także Pani Iwonie Schymalli, która zaczyna ciężką harówkę jako dyrektorka telewizyjnej Jedynki i bez wahania postanowiła Paulę wesprzeć oraz Annie Pawłowskiej, która Paulę i mnie zaprosiła do programu, a także prowadzącym Agnieszce Szulim i Radkowi Brzózce. TVP oraz TVP Info mają u nas dobre słowo, bezwzględnie. Także rzecz jasna TVN życzliwy. Dzięki wielkie.
I tyle.
Słowa generała mają taką moc, że nie mam co się tu dalej szwendać.
Dobranoc.
Z.
Jeśli ktokolwiek z Was miał serce z kamienia i zaglądał tu na krzywy ryj and nie miał zamiaru wesprzeć Pau, teraz chyba nie ma wyjścia. Prawda? :)
Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"
A jak Generał zasuwał Sojuzem przez Kosmos, to tuż za Sojuzem, żeby ruskie radary nie wychwyciły, zasuwał King Bobby i zapodawał tak:
OdpowiedzUsuńhttp://www.vimeo.com/5822555
A tutaj przesłanie dla Wszechświata od emsiFerrina, chyba najsłynniejsze. A na dodatek bez ani jednego mechanicznego instrumentu- te wszystkie dźwięki wyprodukował własnoustnie :)
http://www.dailymotion.pl/video/x1xuvd_bobby-mcferrin-dont-worry-be-happy_music
niezmiennie Viciu Fulik
Pamiętaj, że masz stałą rubrykę "viciu poleca w szoku", paula zaczyna dzień od słuchania tego, co proponujesz. Nie obijaj się viciu i co dwa dni masz podsyłać jakiś delikates.
OdpowiedzUsuńWyjątkowo dzisiaj, bo mnie naszły sentymenty kosmiczne, sam wkleiłem swoje coś: kawałek "Aquarius" z czołówki filmu "Hair" Milosa Formana z 1969. Niewinni Chłopcy byli kilka dni temu na tym w kinie i odpadli.
Ja odpadam za każdym razem, jak słyszę tę piosenkę. Nie wiem co w niej jest. No i byłem hipolem, jak miałem 17 lat, może to to?
Z.
Z czołówki jak z czołówki, ale to chyba już w Hyde Parku leci ten kawałek. Przed komunią z LSD bodajże. Tańczące konie tam są bosssskie.
OdpowiedzUsuńAge of Aquarius. Jakby ktoś elektrody do płata czołowego podpiął i bez ostrzeżenia strzelił milionem woltów.
I końcowe "Let the sunshine in". Łzy ze ślepiów lecą.
Hair Formana oglądalim w liceum na angielskim. Cudo.
Co do perełek- mam już koncept na kolejną...
Viciu "Stałokątownik" F.