Przypominam, że jest to blog charytatywny, dedykowany dzielnej i pięknej Paulinie Pruskiej walczącej z nowotworem.


środa, 9 września 2009

Najkrótsza transmisja z koncertu.

Utwór "Śmieciu won!" w wykonaniu widowni.

video

Z.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

13 komentarzy:

  1. Jetem przyjacielem Pauliny i Michała i doceniam bardzo co Pan dla nich robi, jednakże słowa do publiczności skandującej "Kazik, Kazik" tuż po jego ostatnim numerze, nie były chyba na miejscu. Ludzie, którzy tam przybyli "nie przeszkadzali" w koncercie i to nie oni byli gwiazdami, nawet Kazik nią nie był.Wszyscy dobrze wiedzieli, po co tam przyszli i dla kogo. Odpowiedź brzmi dla Pauliny. Znając ją bardzo dobrze wiem, że by chciała wzbudzać użmiech na twarzach ludzi i stąd czerpie też swoją pozytywną energię, która leci do niej telepatycznie, dlatego proszę szanować publiczność, bo wśród niej nie byli tylko sami znajomi Naszej Pauli, były też osoby postronne, a to one właśnie na drugi raz, bądź na trzeci raz takiej inicjatywy powiedzą sobie, że mam to w gdzieś - nie idę. (Hołdys ma Nas w dupie). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi.

    Mówiłem do dwóch-trzech pijanych w sztok ludzi, którzy swoim zachowaniem, zataczaniem się i wrzaskiem rozpędzili widzów stojących pod sceną, sami usiłowali na nią wejść i weszli (jeden), by sobie robić zdjęcia z Kazikiem. Ochrona ich sprowadzała na dół, a oni znowu to samo. Może dla ciebie to standardowe zachowanie, mnie zawsze mierziło. Bo ja właśnie sądziłem, że był to koncert dla Pauli, a nie dla nich, dwóch pijaczków, którzy chcieli sobie zrobić fotkę na scenie. I tyle powiedziałem: że nie zasłużyli sobie na wejście na scenę.

    Ale rozumiem, że ty byś dopuścił, by każdy pijany mógł wejśc w dowolnej chwili na tę scenę, zataczać się na niej z mikropfonem w ręku i wieszać na szyi artysty i w ogóle udawać, że śpiewa z artystą – bo wszyscy mieli równe prawa. Wszak przyszli w słusznej sprawie.

    No to się różnimy.

    Szkoda, że nie pomyślałeś wówczas o Pauli właśnie, o artystach, którzy byli na scenie dla niej, a nie dla tych pijaczków, że nie mogą normalnie występować, by dać wam radość, o tym, co czuł Kazik gdy się uwalniał z objęć nieprzytomniego gostka albo Ania Dąbrowska, kiedy musiała się z tym zmagać o dpierwszych sekund, koleś wybijał ją z nastroju, aż musiała powiedzieć, że „ten pan który najgłośniej krzyczy pewnie za mnie zaśpiewa”.

    Rozumiem, że ty dopuszczasz, kiedy widz w amoku psuje koncert artyście, a przez to wszystkim widzom, kiedy sam uważa, że jest największą gwiazdą.

    Ja nie dopuszczam, ale ja jestem starej daty, więc pewnie się mylę.

    Ok. Następnym razem mnie nie będzie.
    Nic ci nie grozi, namniejszy dyskomfort.

    Z.

    OdpowiedzUsuń
  3. I jeszcze jedno: widownia była wspaniała, to był dla mnie niezwykle miły wieczór. W mailu do Pauli napisałem m.in.
    To dobrzy ludzie, ta twoja widownia. Oni przyszli nie na koncert jako taki, oni przyszli ci pomoc, celebrowac cos wiekszego, niż same dzwieki. Oni (tak mysle) nie będą bezczynnie stac, jak jakis czlowiek upadnie na ulicy. Oni zadzwonia po pogotowie, po policje, zajma się tym drugim czlowiekiem na miare swoich mozliwosci. I tylko tyle potrzeba swiatu, by się nie skurwil calkiem.
    Spij dobrze.
    Z.


    Widzowie byli wyjątkowi. Za kulisami o niczym innym nie mówiliśmy. I tak ten koncert zapadł mi w pamięci.
    A także koncert ofiarnych artystów, którzy bez wyjątku wystąpili bardzo fajnie.

    Z.

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Zbigniewie
    Nie byłem wczoraj na koncercie, bardzo żałuje.
    Chciałbym być na tym powitaniu Pauliny, ale chyba to nie do końca będzie ode mnie zalezało bo tam będą zaproszenia, no jakkolwiek.

    Natomiast musze sie odnieśc do tej wymiany zdań.
    Obiecuję króciótko.

    Pamiętam kiedys na Pana koncercie w Stodole powiedział coś takiego (w związku z zachowaniem jakiegoś pijanego pacjenta)cytuje z pamięci:

    "Koncertuję juz bardzo długo i zawsze trafi sie jakiś pijany baran, który próbuje spierdolić wszystko" koniec cytatu.

    Zatem, nihil novi !!!

    A tak na marginesie, to wydaje mi się, że jeśli ktoś próbuje komuś zwrócić uwagę, skrytykować etc. no to powinen się podpisać choćby z imienia albo chociażby pseudonimu. Nic w sumie to nie zmienia ale zawsze to lepiej wygląda i nadaje powagi, no chyba, że komuś na tej powadze nie zależy, no to w takim razie po co pisze ?

    pozdrawiam
    czarek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzech Panów podniosło głos:).To ja ciszej ale nie króciutko.
    Od rana zaglądam na blogi(P. i Z.H.) żeby zobaczyć coś z koncertu, bo nie byłam osobiście tylko sercem:)
    Do Anonimowego-ja nie jestem przyjaciółką ani Pauliny ani Michała.Ale cieszę się, że tyle osób znajduje wolę, czas, chęci żeby coś robić.Po swojemu też coś próbuję.Co robi Pan Hołdys-widzę i słyszę. Wiem jak i co o Pauli mówi. Słucham też (czytam), co mówi o innych ludziach, jakie wartości ma na tarczy.Nie jestem adwokatem Pana Hołdysa, ale to co Pan(?)napisał zdenerwowało mnie z kilku powodów:
    1/ja mogłabym (nie będąc na koncercie) napisać co chcę-bo nic mi anonimowo w internecie nie grozi-a Pan tak to zrobił;
    2/przed Panem , Paulina napisała "CZAD", a Pan wystawia ocenę Panu Hołdysowi, jak recenzent pracy;
    3/gdybym weszła tu pierwszy raz i przeczytała to, co przeczytałam od Pana o autorze bloga-chyba bym się zniechęciła;
    4/bo ten blog powstał dla Pauliny i chyba nie ma się stać dzienniczkiem uwag ucznia Hołdysa-my tu spotykamy się by "kręcić" pamięć o tym, że Paulina ciagle potrzebuje pomocy-od przyjaciół i od obcych.
    Jasne, że nikt nie odbiera Panu prawa do własnego zdania-ale sorki, nie zabrzmiało to co Pan napisał jako dobra rada na przyszłość (dla dobra sprawy), ale jako demobilizująca krytyka.

    Do Pana Zbigniewa Hołdysa-chyba rozumiem, że Panu przykro, skoro i mnie imiennej,ale anonimowej:) te słowa też przykrośc sprawiły(poczułam małą niesprawiedliwość).Możemy czytać Pudla, Fakt itp, ale może za Młynarskim: "róbmy swoje".


    Tyle.Do właściciela bloga-wielkie dzięki i jak mawia młodzież:)"szacun".Pozdrawiam serdecznie.Magda

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi również przkro.Ten blog jest dla mnie święty.i zawsze będzie.Nie służy do tego typu komentarzy.
    To nie jest pudel(sorry Mistrzu).to forma pomocy.bardzo ważna.dla mnie.proszę,usznuj to.Jaki sens ma Twoja uwaga przyjacielu?

    OdpowiedzUsuń
  7. No to przepraszam, bo sądziłem, że "nie psujcie koncertu" miało trafić do ludzi którzy chcieli usłyszeć jeszcze raz Kazika...a to chodziło o pijaczków. Sorry panie Hołdys, zapadam się pod ziemię

    OdpowiedzUsuń
  8. To dobrze, że mimo anonimowości internetowo-blogowej potrafimy przyznać się do błędu i przeprosić:).Ale jeśli ten blog jest dla Pauliny święty, no to inaczej nie można:).

    OdpowiedzUsuń
  9. FINITO!

    Spokojnie, mnie się tak łatwo strącić nie da, możliwe że się na scenie wyraziłem niejasno. Ale to już jest moja skaza.

    Kiedyś na koncercie w Bytomiu zjawiła się grupka małolatów w swastykach na rękawach, stali przede mną i pokazywali "Sieg Heil". Wtedy przerwałem utwór w połowie i powiedziałem do widowni, że sobie zdaję sprawę z tego, iż pewnie z tyłu nie widać co się tu dzieje, ale przede mną stoi paru młodych ludzi z mundurkach hitlerowców, coś mi tu skandują, więc zapowiadam - i tu się zwróciłem do tych gnoi - "zaraz ci pierdolnę gitarą w kapucyna, zasrańcu, wypierdalaj stąd, kurwa, zanim stąd do ciebie zeskoczę." To było najkulturalniejsze, na co mnie było stać. I dostałem oklaski, o które nie zabiegałem. Oni zdjęli opaski i się uspokoili.

    Otóż tak traktuję niszczycieli koncertów, zawsze. Moja skaza. Wielkrotnie kazałem ochroniarzom wywlekać moich niby-fanów z sali, przerywałem przez nich koncerty, kazałem im zamykać mordy, schodziłem ze sceny. Taką mam naturę.

    Tak, jak ja, zachowuje się Tori Amos, kiedy widz-idiota drze ryj podczas gdy ona wykonuje liryczny song. "Kto cię skrzydził, że krzywdzisz innych, głupku?" Tak mówi Dylan ("Fuck you!") który reguły nic nie mówi, gdy mu ktoś przeszkadza. Tak mówi Al Pacino, gdy podczas spektaklu w teatrze ktoś odbiera komórkę: "Dzwoni sąsiad, że ci żonę dmucha, palancie?"

    Stoimy na scenie i zmagamy się ze sztuką. Chcemy pokazać co potrafimy, zagrać najepiej danego dnia jak potrafimy. I nagle nasz fan, zapewne sądząc, że czyni nam dobrze, zaczyna nam demolować koncert. Ja reaguję. Inni są bezradni.

    Ok, wiadomość dla Pau: nie martw się, to nawet niezła przygoda blogowa, ta wymiana zdań :) Otóż to, o czym tu mowa, nie warte jest nawet pierdnięcia. Trwało chwilkę podczas koncertu Kazika, moje zdanie brzmiało już po zejściu Kazika brzmiało "Uspokójcie się. Żeby móc tu wejść na scenę, musiałby któryś z was być chorym co najmniej tak, jak Paula, więc nie psujcie koncertu". Tyle.

    Za dużo o tym piszemy.

    Koncert trwał trzy rewelacyjne godziny, to zdarzenie to był pyłek. Mniej ważny od śladu olejnego markera, jaki znalazłem dziś na swojej nowej koszuli (model Johnny Depp), którą sprowadzałem z Londynu na ten koncert, kurwa. Teraz dopiero jestem zły!

    :)

    Z.

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłam, widziałam i nie mam zastrzeżeń co do zachowania Pana Hołdysa - uwaga była jak najbardziej na miejscu, a koleś, który wskakiwał na scene jak najbardziej nie na miejscu, ale mimo wszystko dziękujemy mu, bo... wpłacił "cegiełkę" dla Pauli;) myślę, że ta dyskusja i uwaga jest nie potrzebna. Kazikowi dziękuję, że znalazł czas i ochotę, żeby zagrać na tej imprezie i swoim nazwiskiem podpisał się pod tym przedsięwzięciem. Wszystko było ok i oby było w okół nas jak najwięcej takich ludzi, którym się chce działać, a nie takich jak "anonimowy", którzy wolą tylko marudzić. Kate

    OdpowiedzUsuń
  11. Panie Zbyszku, wielki szacun za to co Pan robi..... Guru, czy już nieGuru - jest Pan Wielki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Koncert był świetny i tak zostanie zapamiętany.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń