Przypominam, że jest to blog charytatywny, dedykowany dzielnej i pięknej Paulinie Pruskiej walczącej z nowotworem.


środa, 12 sierpnia 2009

I tak oto zaczyna się właściwa część filmu.
DZIŚ PAULINA LECI PO ŻYCIE.
Start z Okęcia o 12:00, z tego co wiem British Airways, międzylądowanie na Heathrow w Londynie - i stamtąd do Bostonu. Nie mam pojęcia o której znajdzie się na miejscu. To detal, który nie ma znaczenia. Znaczenie ma, że dzięki ludziom dobrej woli - czyli Wam - - dzielna dziewczyna za tydzień wyjdzie na ring, by rozprawić się z marnym Tysonem, który popsuł jej zabawę w życie. Za tydzień - 19 sierpnia - będzie już po wszystkim. Yep!
Kciuki wszyscy zawijać i zaciskać!


* * *

Wczoraj miałem życiowego klopsa. Lawina spraw zawodowych, mnóstwo pracy i nie-do-końca-zmartwychwstały kompek nie pozwoliły mi wpisać wielu dobrych wiadomości. Dziś to naprawię. Niech PP leci w dobrym humorze.

Zaczynam od filmików z naszego spotkania z ekipą Mateusza Damięckiego. Przypominam, że kilka dni temu w knajpce Porta 13, wojażerowie prezentowali swój projekt Ekspedycji Syberia. Mat nas zaprosił jako gości i skutki tego obejrzyjcie teraz. Ale po kolei.

Najpierw wysypali się paparazzi. Paula gdzieś przycupnęła, by porozmawiać z kimś bliskim przez telefon, więc rzucili się na mnie. W sumie nie mialem zamiaru tego pokazywać, bo Pau fizycznie na tym filmie wlaściwie nie ma, ale przecież to wszystko działo się wyłącznie w związku z nią. Więc macie tu transmisję z akcji fotografów (jak to wygląda od strony ofiary) tudzież z powitania Pauli przez Mateo - najważniejszy moment wieczoru został uwieczniony!
Potem pudle i niepudle dorwali Paulinę, by opowiedziała o sobie. Nie ma co ukrywać: pudle były speszone. Jest jednak różnica między pytaniem "gdzie pani kupiła takie szpilki" a pytaniem "co to za nowotwór?". Aleśmy ich sprowadzali na ziemię jak się da. Muszę jednak dodać, że cała ta sytuacja, pierwsza tego rodzaju w życiu Pau, onieśmielała ją bardzo. Flesze, kamery - to nie jest jej żywioł. Pięknie się zachował Mateo, który wcześniej poprosił paparazzich, by się zachowywali jak należy.

Dodam, że jednego pudla, który ledwo stał na nogach, postanowiłem nie filmować, bo jeszcze bym go pokazał i by teraz wył w poszukiwaniu pracy. (Swoją drogą obajrzyjcie jeszcze raz ten powyższy filmik z Pau i posłuchajcie jakie komendy gwiazdom w tle wydają paparaziole, hehe, tak to wygląda :)

* * *

Później jeszcze była kolacja z teatrem Niewinni Chłopcy - i to zobaczymy dziś wieczorem.

A teraz inne szybkie komunikaty.
Ludzie z aukcji Allegro są wspaniali.
Pan Grzegorz Furmaniak, który wygrał autografy Pauli, Anny Jędrzejowskiej (TVN) i mój, wypłacił kwotę dziesięciokrotnie większą i... wstawił autografy ponownie na aukcję! Chce, by zarobiły więcej! Wielkie dzięki!
Pan Stanisław Gebethner, który wygrał ksiązkę Ignacego Krasickiego z 1910 roku również wpłaca więcej, niż musi! Szapoba! (Swoją drogą ksiązka została wydana 100 lat temu przez spółkę Gebethner i Wolff, więc pewnie trafia w rodzinne ręce :)
Więcej kasy niż zalicytował wpłacił rownież pan Andrzej Krzysztof Jagodziński za inną starą książkę - 88-letniego "Pana Tadeusza". Wielkie joł dla Pana!
Wystawiona ponownie grafika śliczna Darka Milińskiego znowu szaleje i na teraz ma ponownie kilkaset złotych nabite! Przy czym warto ujawnić, że za pierwszą licytacją (ponad 6 stów) kryła się Ewa Staszewska, siostra Kazika oraz jej przyjaciółki ze Stowarzyszenia Historyków Sztuki (w aukcji wpisałem błędnie że to kto inny i teraz będę poprawiał przez kilka lat) i to one zdecydowały o ponownym wstawieniu grafiki, by uciułała więcej kasy dla Pauliny. Wieeeeeelkie dzięki Ewuniu!

Rewelacja!

Moi, a zwłaszcza Pauli Friendzi!
Filmów do wyświetlenia na blo mam dużo, ale teraz wstawiam tego posta na bloga, bo lada chwila Paulina leci i nie zdąży zobaczyć.

Narka.

Z

PS
Honorarium za udział Pauli i Mateusza w filmikach (a także paparazzich i pudli) proszę wpłacać na konto Fundacji Świętego Mikołaja, jak niżej. Mnie możecie spokojnie olać.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

SENSACYJNE ZAKOŃCZENIE AUKCJI!!!
Spodziewaliśmy się paru stów, a tu trzy litografie Darka Milińskiego przyniosły prawie 3000 złotych! Jo! Jedna z nich - śliczna jak i wszystkie - poszła za 1230 złotówek! 400 dolców! A i to nie wszystko :)
Otóż tę litografię, która została wylictyowana na 620 złotych (jak się okazuje tylko dlatego, że komuś tam modem zaszwankował i nie mógł się bić wyżej) zostaje... ponownie wystawiona! Zwycięzcy chcą, by zarobiła więcej!
A zwycięzcami są przyjaciele Pauli ze Stowarzyszenia Historyków Sztuki, którzy mają siedzibę w kamienicy, w której znajduje się restauracja "Fukier" na warszawskiej Starówce. Jaki to ma związek? Ano tam Paulina pracowała jako kelnerka, nim Śmieciuch ją napadł. (Wcześniej napisałem, że "dziewczyny z Fukiera" wygrały aukcję, czyli jakaś projekcja miała miejsce, hehe.) Ale, jak już wspomniałem: piękny gest i życzliwy jak mało który na Allegro.
Tym samym obwieszczam, że ta grafika staje ponownie do licytacji!
Niech się kręci!

===============
DZIŚ NA FILMIE NOSOWSKA I LIZUT!

Jest powód, dla którego dwa dni temu zadzwoniłem do Mikołaja Lizuta, dziennikarza "Gazety" i dyrektora radia Roxy FM. Prywatnie niezłego zabijaki rockowego, punkowca po prostu. Ten powód Paula już zna (jej komentarz: "Hihi, czadersko!"), Wam go sprzedam powiedzmy jutro.

Wracam do Lizzy'ego, zadzwoniłem i się od razu przypucował, że baluje na Mazurach. I że spędza wakacje m.in. w towarzystwie Kasi Nosowkiej. No no... :) Spoxik, to kumpelstwo, nie żaden pudelek. Reakcja obojga na moje propo była wyskokowa i natychmiast się zgodzili! (napiszę jutro, powiedziałem). Ale to nie wszystko: natychmiast przysłali filmik z komórki, który tu macie poniżej do obejrzenia własnymi ślepkami. Żebyście wiedzieli, że spokój Wam nie jest pisany.

Myślę, że ostatnie słowa Kasi są celne jak mało które. Operacja, choć w Bostonie, aktem miłości nie jest. Ale tuż za nią czai się zwycięski mecz z pewnym jebanym skurwysynem, który nie miał prawa wtargnąć tam, gdzie wtargnął. Dlatego zginie od kosy. Za tydzień z haczykiem.

Panowie i Panie, elegancko Was proszę, dołączcie do Kasi i Mikołaja, powiedzcie kilka miłych słów kasjerce w banku. Brzdęknijcie moniakami. złoto. Jak ten krasnal z bajki poturlajcie krugerandy do kantoru. Życie jest czymś więcej niż klamkengold.

Wasz Zbigniew

PS1
Coś Wam powiem, żeby się Wam zrobiło ciuitkę łyso: moje kręcenie blogiem zaczęło się dzięki Kasi Nosowskiej właśnie, gdy dowiedziałem się o jej (między innymi) koncercie na rzecz Pauli. Kasia z przyjaciółmi zebrali wtedy ponad 30 tysi złotych! Czaicie?! To nie są żarty.

PS2
Żyjemy w średniowieczu - to jest moje nowe obwieszczenie.
Nie wiem ile czasu kopano studnię prymitywnym narzędziem za Łokietka. Nie wiem ile czasu stawiano wówczas chałupę. Wiem tylko, że jako dziecko własnym okiem obserwowałem wiejskiego cieślę, który w jeden dzień potrafił wystrugać drewna cztery koła do furmanki. I jeszcze je obijał je metalową obręczą.
Wczoraj zdechł mi komputer. Ten, na którym bloguję. Jego resocjalizacja zajęła mi 11 godzin samego wgrywania programów, nie licząc wczorajszej próby reanimacji Windowsa.
Komputerotswo jest w sumie tak prymitywnym wynalazkiem, że brak mi słów. W 11 godzin to Hermaszewski 8 razy okrążył Ziemię.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

niedziela, 9 sierpnia 2009

Tego jeszcze nie było!
Nasi przyjaciele filmowali się już z końmi, z krowami, z kwiatami, psami, trzeźwi i nie-do-końca, ale żaden nie pokazał swoich intymności osobistych. AŻ DO TEGO MOMENTUUU!!!

Oto wyłącznie dla tego bloga, a konkretnie DLA PAULINY, z najlepszymi życzeniami, aby wszystko skończyło się dobrze, znakomita aktorka i prawdziwa dama kina, Grażyna Wolszczak zdecydowała się pokazać do kamery piersi! Ogromne, jak się okazało!
Muszę uprzedzić, że film nie jest dla dzieci, jest niezwykle prowokacyjny i jest bardzo sexy.
Panowie, proszę się przypiąć pasami do foteli, panie - z zazdrości was szlag trafi, niestety.

Grażynko, jesteś wielka! :)
Dziękujemy za film, za odwagę i za... pogodę ducha, która w tych godzinach jest na wagę złota, srebra i platyny :)


Zapowiadam przy okazji, że małżonek Grażyny, znakomity scenarzysta i aktor Cezary Harasimowicz, też został przyłapany in flagranti i film z nim ukaże się na blosiu jutro. Również skandaliczny!

Pozdr.

Z.

Kochaniency, Grażyna przez wiele dni polowała na stosowny rekwizyt, by film miał jaja. Pokażcie swoje jaja wspierając zbiórkę na operację Pauliny. Już tak niewile brakuje.


Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"
Gdzie jest Los Angeles?
Najpierw zdarzenie sprzed trzech miesięcy.
Dawid właśnie poleciał do LA, a ja siedząc w Złotych Tarasach postanowilem sprawdzić jak zareaguje na jego nowy adres GPS. Wpisałem w Nokię "North Hayworth, LA", komóra zabulgotała, po chwili wyświetliła mi ul. Swietokrzyską, a damski głos powiedział "Kieruj się przebiegiem drogi". Hehe.

Zaczynamy.


* * *

Dziś filmik prosto z planu videoclipowego w Los Angeles.
Basista i wokalista o xywie Cpt. Tanner Horn w realu desperacko stara się osiągnąć sukces w USA (gra w kilku kapelach, występuje w prestiżowych klubach i jako rozbieg rozgrzewa widownie na koncertach gwiazd). Może mu się pewnego dnia powiedzie, czego mu z całego serca życzę. Mam ku temu powód: koleś przesłał Pauli swoje życzenia, a wraz z nimi apel do anglojęzykowych, by śmiało wpłacali kasiora na operację. Lubimy takich gościów:

Jedno jest pewne: Tanner ze swoimi ruchami zajdzie gdzieś daleko. Nie wiem gdzie, bramy piekła czekają otwarte.
(Przypomniało mi się, że Axl Rose z Guns'N Roses zachowywał się identycznie na początku swej wielkiej kariery, czego większość z was nie pamięta. I nigdy żaden polski rocker nie wykazał tyle sexappealu, a szkoda, bo chciałbym takie coś zobaczyć na Sopot Hit Festiwalu, np. podczas koncertu moich wafli z Budki Suflera, hehe.)

Co do muzyki - Tanner ma kilkanaście stron www, na majspejsie ma ze cztery, więc można samemu znaleźć.

Tanner, thanx a lot, I wish you all the best. Be good, man!

* * *

Macki mojego bloga sięgają wszędzie.
Oto japońska strona internetowa, która rekomenduje tutejsze filmiki.

Nie potrafię czytać japońskich bohomazów, mogę jedynie snuć nadzieję, że nie jest to jakiś żart ponury. Kiedyś znajoma podarowała mi haftowane kimono z Dalekiego Wschodu, nie wiem czy to była Korea, Japonia, czy Wietnam, ale było czarne, z jednym pięknym i skomplikowanym znakiem, wydziarganym na biało na plecach, oraz identycznymi dwoma na klacie. Do tego pasek, jak w bonżurce, piękna rzecz. Zwłaszcza, że tu istniał dziarski komunizm i ludzie taką odzież znali jedynie z fotografii. I z filmów z Brucem Lee.

Potem się dowiedziałem, że ten piękny znak znaczył "Jestem kutasem równie chujowego tygrysa" (czy coś w tym rodzaju).

Więc teges.
Uśmiech proszę.

Życzę Wam pięknych snów (mnie się śnią niekiedy gotowe filmy fabularne, Richardsowi się przysnił riff do "Satisfaction") oraz równie pięknego poranka.

Z.

PS. W poniedziałek ewrybady bzyku bzyku do banku, bo - przypominam - ten blożek jest raczej tandetny w swych zamiarach. Jak i jego właściciel. Nic innego nie robię, tylko plotkuję, wstawiam filmiki i tajne zdjęcia z ukrycia. Obrabiam dupę innym i sobie, nawet swoim psom. Oczekuję w zamian, że zasilicie konto Pauliny. Proste jak sztacheta. Tylko o to chodzi.

PS2
Iza, buziaki i kciuki, ile wlezie!

sobota, 8 sierpnia 2009

AAAAAAAAAAAA!!!

Zapowiedziałem, że z chwilą przekroczenia w zbieraniu 200 tysi dolców, zrzeknę się tytułu Guru BEZPOWROTNIE. Teraz będziecie świadkami tego incydentu.

Per "guru" zwróciła się do mnie po raz pierwszy ZE ŚMIECHEM Martyna Jakubowicz, boska zupełnie artystka folkowa, której jestem nieśmiertelnym fanem. Siedzieliśmy w bufecie pod sceną amfiteatru w Jarocinie, rok 1981, w Polsce wielka kurzawa, a my omawialiśmy jakąś sytuację ze związkami zawodowymi, żeby takie założyć. Artyści byli w tamtym czasie straszliwie dymani na finanse przez komunistyczne przepisy (3 dolary za koncert, powaga). I tak sobie gadaliśmy, kiedy ona wypaliła "ty, guru, weź mi powiedz..." i od tamej pory zwracaliśmy się do siebie per guru i per księżniczko. Uwielbiałem pić z nią czerwone wino.

Związki zawodowe muzyków nigdy nie powstały i nie istnieją do dziś. Takie środowisko.

* * *
Minęło 20 lat. Jakoś latem 2003 MTV zaproponowała mi stworzenie własnego autorskiego programu, codziennego, godzinnego. Miałem się w nim wymądrzać, ględzić o muzyce i przygodach, wyjaśniać to i owo. Emitowany miał być dość morderczym tempie, 5 razy w tygodniu, omawiająć miałem muzykę wzdłuż, wszerz i wgłąb. Zgodziłem się i gdy myśleliśmy nad nazwą palnąłem: Hołdys Guru UnLimited - czyli "Guru Hołdys Zero Odpowiedzialności". Pośmialiśmy się i zostało przyklepane.

Nakręcili mistyczną czołówkę, w której tańczę wokół gitary w podartej czarnej koszuli na tle złotawego muru. Sam nagrałem muzyczną czołówkę, 40 sekund, na wszystkich instrumentach, opartą na indiańskich rytmach, zaśpiewie Azteków, z sekundowymi solóweńkami na harmonijce, okarynie, gitarze basowej i sitar. Pomieszanie z poplątaniem, ale kocham ten skrawek do dziś.

Program hasał przez rok w MTV, potem przez pół w TVP2, już jako Hołdys Guru. Na użytek programu powstał adres mailowy guru@holdys.pl.

Dziś, gdy spotykam ludzi z MTV z tamtego czasu, wszyscy jesteśmy dumni z tego wynalazku. Tu po raz pierwszy świat zobaczył na żywo nieznane wówczas Sistars (Paulina miała zaledwie 17 lat) i Lao Che. Występował Ritchie Blackkmore z Deep Purple, Magik ze Sweeet Noise, kowboj Lonstar i przede wszystkim cała armada mlodych rockerów. Ale też Acid Drinkers wywaliłem ze studia, bo przyjechali kompletnie pijani. Program był naprawdę pasjonujący dla nas wszystkich.
Z wyjątkiem centrali w Londynie.
Za dużo kosztował i był niestargetowany.

* * *

Z MTV się rozstałem, kiedy ideolog stacji przyjechał z Holandii, by ją restrukturyzować. Zakazał mi grania grunge, punk, metalu, hip hopu, jazzu i najnowszych hitów w jakimkolwiek gatunku, ale na osłodę zostawił Abbę. Odszedłem następnego dnia.

Dlaczego program zszedł z anteny Dwójki - nie dowiedziałem się nigdy. Pewnego dnia Nina Terentiew na mój widok skręciła z powrotem do gabinetu i to była cała informacja. Wystarczająca. Znam tę branżę jak mało kto. (Od tamtej pory Nina na mój widok zwalnia kroku i szuka krateru w Ziemi, do którego mogłaby wskoczyć. Ale ja jej mówię tylko "Nie przejmuj się :)" i idę dalej.)

(Przy okazji: na liście największych kłamstw w showbiznesie na miejscu 1-szym znajduje się "Cieszę się, że cię widzę!", a na 2-gim "Fajnie wyglądasz", na 3-cim "Właśnie miałem do ciebie dzwonić" (lub "Dzwoniłam do ciebie sto razy, nikt nie odbierał") i na 4-tym "Trza było mi powiedzieć, to bym ci pomógł". Kłamstw na liście jest 100.)

Dziś nadal znikanie ludzi obowiązuje, ale o tym innym razem.

* * *

Potem różni obywatele zaczęli się do mnie zwracać per "guru" na ulicy, w sklepach, dziennikarze w wywiadach, zajarzyłem, że potraktowano to serio. Było za późno. Z trudem powstrzymywałem śmiech, niekiedy próbowałem coś prostować, bezskutecznie. I tak oto moja zabawa z "guru" zaczęła funkcjonować własnym życiem. Aktor Emil Karewicz opowiadał, ze przez 30 lat mijający go na ulicy ludzie mówili pod nosem "Brunner, ty świnio". Wyobraźcie sobie, że Monikę Olejnik zaczęto by witać "Dzień dobry, pani "Kropko nad i".
Ok. Niech se będzie.

ALE!

Teraz jest okazja zostawić ludzi z tym "guru" w samotności.
Koniec zabawy.
Dziś każdy może być guru, podobnie jak każdy dziś jest gwiazdą. Nie mogę być guru jednym z wielu. Za duży jestem na to. Z radością rozstaję się z tytułem, który nigdy nie istniał, ale robię to oficjalnie, groteskowo się czując, aczkolwiek jak najbardziej poważnie. Robię to na cześć WAS WSZYSTKICH, KTÓRZY POMOGLIŚCIE PAULINIE UZBIERAĆ 200 TYSIĘCY DOLARÓW.


Bo to jest w życiu coś. Żaden przydomek nie ma sensu, jeśli życie nie istnieje.

WIĘC BAJ BAJ, GURU! :)

THE END.
(Adres mailowy zmienię później, po akcji, jak się uspokoi)

* * *

Teraz tak: obiecałem również, że obwieszczę dla zasady jaki tytuł przyjmę w zastępstwie "guru", żeby ludzie coś mieli do omawiania. Żeby sobie czymś wypełnili lukę. Doda zastąpiła róż czernią, nie chodzi nago. Nie może być pustki.

Mam taki tytuł.
Gotowy.
Przebija wszystko, wszystkich guru i królowe, których jest już milion w całej Polsce, nadziewa je na szpikulec i obraca nimi w mikrofali.


Jaki to tytuł - ujawnię za kilka dni.

HAHA!

Z.

Na cześć uskładanych już 200 tysięcy zielonych dokonam zaraz dodatkowej wpłaty. Was też zachęcam do tego samego. Paulie wylatuje 12 sierpnia (czyli za 4 dni) do Bostonu, Mass, U.S.A. Byłbym przeszczęśliwy, gdyby do tego czasu na koncie fundacji było 210 tysiaków. Albo i 220.


Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Randka

Dwa dni temu, we czwartek, umówiłem się z pewną dziewczyną. Klasyczna randka. W moim wieku to wielkie wydarzenie.

:)))
To tyle na rozchmurzenie soboty.
Do zobaczenie później: poznamy rockera z Hollywood oraz pobijemy się z paparazzi.


Z.

KASA. Kropka.
PS Słowo "randka" weźcie w cudzysłów oczywiscie :)

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

piątek, 7 sierpnia 2009

SENSACYJNY FILM Z MATEUSZEM DAMIĘCKIM!!! TYLKO U NAS!!!


NIKT NIKT NIKT! nie ma takich filmów z wczorajszej impry!
N I K T !!!
Paparazii latali z nikonami, prosze uprzejmie, pudle podtykały nam pod nos dyktafony i pytały "Co pan sądzi o Dodzie i Nergalu?" (zdziwienie, że nic), voila, a my konkret: siemanko Mateo, o, to jest Paula, aszty ale laska!... rozmowa przez kwadrans, potem coś-tam-coś-tam, dobra, "chodźcie tutaj, muszę wam coś pokazać, koniecznie..." i zaczyna się pokaz.
DLA NAS (czyli DLA WAS) O N L Y.


Tak wygląda maszyna, którą Mateo wraz z kilkoma kolesiami wyruszają niebawem na wielkę ekspedycję terenową po Syberii. Na dziko, jak rajd Paryż-Dakkar, jak Kamiński z Melą na biegun, jak Thor Heyerdal tratwą Kon Tiki z Europy do Ameryki.
Nie wiedzą nic co ich spotka. Nie wiedzą, co i czy w ogóle będą jeść, czy ich ktoś nie otruje. Czy czeczeńska mafia nie zapyta o to w którym baku wiozą sałatę. Nie mają pojęcia jaka będzie pogoda. Kompletne szaleństwo.

I ten oto tajny film macie tu ode mnie w prezencie. Taki jestem!
Pamiętajcie, ta blondyna, która się w paru momentach pojawia, to właśnie Pau. Dla niej jest ten blog.

Bezustannie zbieramy kasę na jej operację. Ciułamy na jej życie.
Dołącz do nas.
Kopsnij parę złotych.

Z.

PS Dwie superlaski na końcu filmu, to Karolina Wolf, córka znakomitego operatora filmowego oraz Patrycja Krogulska (uwaga, fenomenalnie uzdolniona lingwistka!), prywatnie dziewczyna Mateusza. (Ja bym na miejscu Mateo nie wyjeżdżał na tak długo.)

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Filmiki zmontowane, jest ich kilka ZAJEBISTYCH W GOLD (powiedzonko załyszane).

Teraz niestety nie mam czasu na wstawienie choćby jednego, jestem spóźniony, pędzę na kolejne ważne spotkanie. Opiszę je po powrocie, bo dotyczy naszej akcyjki.

Zapowiadam jedynie:
zobaczycie jak nas atakują paparazzi (flesze i tym podobne)
jak udzielamy wywiadów (uwaga) pudlom!
jak jemy różne rzeczy i jak się przy tym zachowujemy (skandal!)!
i na koniec jak Mateusz Damięcki nam pokazuje coś, czego NIKT, ŻADEN PUDEL, ŻADEN FAKT, ŻADNA PLEJADA, SUPERAK, KOZACZEK I TYM PODOBNE NIGDY NIE BĘDĄ MIELI!!!
Film wart więcej niż wszystkie filmy z panią Begier, skaczącym posłem i pijącym Paliktoem razem wzięte, bo to kreskówki przy naszym. JABADU!!!
Ok. 17 zaczynam wstawianie.

Nareczka bojs i gerls.

Z.

(Macie czas na rozplotkowanie zdarzenia)

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Warszawa zdobyta :) Po południu pierwsze filmy!!!

Teraz wklejam jedynie rysunkowy żarcik, który obiecałem Pau, kiedy jedliśmy wczoraj: ona sushi i sałatkę Cezara (mam na filmie!), Tytus sushi plus wino, Kamil wątróbkę, ja lody (ups!).

Muszę odespać wczorajsze całodniowe szuranie butami w różnych sprawach tu i tam. Bo ja nawet jak siedzę przy kompku, to zapierdalam, jakbym biegał naookoło Stadionu Dziesięciolecia. (Kiedyś biegałem, słowo honoru, także po bieżni, jak poprosicie to opowiem). Nocą bywam niekiedy zmulony. Więc teraz only rysul dla Pauliny-kociary.
Na resztę zaczekajcie parę godzin.


Wtedy albo zobaczycie:
- jak Mateusz Damięcki nam pokazuje terenowego merca, którym niebawem jedzie na nienormalną expedycję do Rosji (jacie...),
- jak Paulie się zachowuje przy stole,
- wschodzącą gwiazdę muzyki amerykańskiej, która gra i przemawia dla P. wprost z kanciapy w Los Angeles,
- jak nas atakują paparazzi (znaczy mnie mniej, by chyba jestem nie za teges sexy, ale Paulinie nie dają spokoju)

Zorientuję się z rańca co najprostsze.

Wstawiłbym też chętnie filmik pokazujący, jak mnie wyczerpuje i fascynuje własna żona, gdy szaleje w sklepie z dziwnymi meblami, ale jest tak rozjechany dźwięk z obrazem, że wstyd. Nokię E66 zdeptałbym bez wahania, gdyby nie jej zawartość. Zajmie mi parę godzin, zanim filmik zmontuję do poziomu niewkurwienia.

Korzystam z okazji i dziękuję panu Jackowi Pazerze ze strony www.pazera-software.com, który mnie wspiera mailowo w różnych dramatach technicznych. To ten koleś na fotce po lewej (ukradzionej śmiało z jego strony). Prywatnie fan Dżemu, oficjalnie autor znakomitych, darmowych i prostych programów zrzucających filmiki z komórki na peceta, z peceta na maka, z maka do ajpoda, z ajpoda do oczu, z oczu do mózgu, z mózgu do klopa - i z powrotem. Jak kto chce i w każdym kierunku.
Dobre słowo jest bezcenne, panie Jacku! Wielkie dzięki, także za pocieszkę dla Pauliny! :)

No, to teraz kniga Hermaszewskiego do snu i niebyt. Mam nadzieję.
Good night and good luck.

Z.

Moja leserka nie zwalnia Was od uiszczenia dobrowolnej daniny na walkę z "panem śmieciuchem", jak mówi pewna zaatakowana przez niego laska. Przeze mnie kutas jest przeklinany tak, że to nie ten dziennik. Kto wie, czy nie założę drugiego (zadekowanego) bloga na same bluzgi, ale uprzedzam: klnę widowiskowo jak mało kto, ale będzie płatny paypalem.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

czwartek, 6 sierpnia 2009

Hermaszewski już jest czytany. A dziś bal !

Wczoraj Tytus z Gusią kupili mi w Empiku, w nocy zaczął być połykany.
Nie ukrywam, że od razu wygrzebałem rozdział o przygotowaniach do lotu w kosmos i zrobiło mi się słabo. Daję słowo, to mroczna literatura. Torturowanie ludzi dla dobra nauki, omdlewania, przeciążenia, po których jelita same wyskakują z ciała... Generał pisze o tym wszystkim dość powściągliwym językiem, zdziebko wojskowym. Non stop podkreśla zasługi innych, docenia konkurentów (co w showbiznesie jest niespotykane), do końca nie wierzy, że to będzie on.
Oto detal: Hermaszewski jest najwyższy, a ciut niższy kolega zostaje wywalony z obozu ze względu na wzrost, bo jest za wysoki. Jak to możliwe?! Tamten kolega gdy siadał, nie mieścił sie w kabinie i zawadzał o sufit Sojuza, a Hermaszewski - choć wyższy - nie zawadzał. Inna budowa ciała.

Mocna literaturka dla facetów. (Myślę, że książka Walentyny Tierieszkowej byłaby o tym samym: "Ja się mieściłam w lokówkach, a koleżanka z Uzbekistanu nie").

Nie dziwię się, że rak dostał skopa i poleciał.

Uwaga: Dziś z Pauliną balujemy! Ha! Powaga! Miasto nasze!

Z.

Procedurę znacie.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

środa, 5 sierpnia 2009

Jedna krótka chwila, a tyle radochy :)

Ok, nie będę tu ukręcał zbędnego majonezu.
Zobaczcie co mnie spotkało dwa dni temu w pokoju VIP-ów stacji TVN24.

Sytuacja jest taka: właśnie zeszliśmy z anteny i Paula wręcza mi białą kwadratową kopertę. Mówi, że to prezent i właściwie powinienem go otworzyć w domu, ale czemu nie, mogę i tu.
Daję jej kamerę i proszę, by to sfilmowała...

Nigdy nie dostałem równie pięknego, pomysłowego, szlachetnego prezentu. Ja, który właściwie wszystkie szpargały dotyczące mojej przeszłości najchętniej bym spalił, nagle doznałem nirwany. Naprawdę, to jest tak cudny prezent, dał mi tyle radości i kolorowych myśli, że nie potrafię za niego należycie podziękować. Brakuje mi słów. I na dodatek nie wiem komu dziękować, bo staruszkowie Pauli na pewno maczali w tym palce :)

Nie, nie wstawię tej płyty na Allegro, żeby nie wiem co.
Za wcześnie na takie numery.
Ale dopuszczam jedną możliwość.
Kiedy Paulencjo już wrócisz z Bostonu, to w dniu, w którym zatańczymy tego obiecanego wolniutkiego i ostrożnego walca-bostona, to jeśli się tylko zgodzisz i ja podpiszę tę płytę (gdzieś w rogu, mniejszym autografem, to ważne!), a także podpiszą ją ci, którzy wtedy z nami będą (Mateo Damięcki, Maciek Kozłowski, gen. Hermaszewski i inni) i wtedy przekażemy ją na licytację dla kogoś, kto będzie potrzebował pomocy.
Podamy dalej.

A teraz sadzam obok tej płyty obydwa psy.
Niech się ktoś kurwa do niej zbliży.

Dzięki ci Pau.

* * *

Hirek Wrona w swoich mailach zawiera na końcu taką undernote:
"Tyle człowiek wart, ile drugiemu może pomóc." - Julian Aleksandrowicz
Ilekroć czytam maila od niego, choćby był kompletnie od czapy, to czekam na moment, w którym moje oczy dojadą do tego właśnie zdania. Tak już mam. Każda treść nabiera wówczas innego znaczenia.

Proszę przybyłych na tego blosia o zrealizowanie złotej myśli Aleksandrowicza. Wpłaćcie cokolwiek na konto Pauliny. Brakuje coraz mniej. Zbliżamy się do minus 50 tysięcy dolarów. Zaraz będzie -40... -30... -20... Bo prawie 200 tysięcy na plusie już jest! A jak już pęknie te 200 - to pożegnam przydomek Guru na zawsze.

Z.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Bez telewizji ani rusz.

Wiecie dobrze, że TVN wspiera Paulę ostro. Bez takiej podpórki nie dalibyśmy rady. Telewizja publiczna też stara się nam pomóc. Kiedy z ekranu o Pauli się mówi, pokazuje ją, ona sama mówi, artyści przysyłają filmidła, ja to wstawiam na blosia - to Paula dostaje szansę na życie. Cep jest bardziej skomplikowany niż powyższa zasada.

To video znalazłem w necie na stronie oficjalnej TVP1, dokładnie TU TU.
Możecie w nim zobaczyć wczorajszy kawałek "Kawy czy herbaty", kiedy Paula nawijała przez Skype. Wklejam go u siebie korzystając z grzeczności TVP.

Tak to było.

* * *
Na deser filmik, jaki nakręciłem komórą parę tygodni temu, jakos nie było okazji go wstawić wcześniej. Tuż po wywiadzie dla TVP Info postanowiłem przepytać w odwecie (hehe :) dziennikarkę Katarzynę Jaworską, która przygotowywała duży materiał o Paulencji. Szliśmy sobie ulicą Chłodną do naszych samochodów i gaworzyliśmy. Oto komórkowa wersja tego przesłuchania:


Takich zajawek i skrawków mam w komorze sporo, niestety zawsze są syfiastej jakości, bo taki mam sprzęt. Lada moment kupuję nowy, bo już dostaję kurwicy niekiedy. Póki co mam wytłumaczenie: gdybym to kiszkowate urządzenie posiadał w stanie wojennym - zostałbym królem podziemia i wszyscy by mi dziś salutowali. Więc dziękujmy losowi za to, co mamy. (Zapowiadam, że nową komórę będę nosił w skarpecie, jak gen. Hermaszewski. To moje największe odkrycie dizajnerskie ostatnich dni. Nie mam pytań! :)

Dotarło do mnie też sporo materiałów pisanych i drukowanych o tych, którzy wsparli naszą Blondynę w walce: dwie godziny temu natknąłem się na TOK FM i na stary egzemplarz Gazety Wyborczej. Wszystkim szapoba!

* * *

Ale dziś wieczorem załatwię Was czymś, czego nikt się nie spodziewa. Będzie to błysk dobrego smaku, wspaniałej serdecznosci, fantazyjnej pomysłowosci i ofiarnosci. Total w sensie total.

Pokażę wam jak wygląda najpiękniejszy, najcudowniejszy, najbardziej pomysłowy, mający najwięcej czadu oraz ładunku dobrej energii PREZENT. Mam na filmie, jak mi go wręczano. Kto, gdzie i co mi wręczył - możecie się zacząć wiercić.
REWELACJA.
Prawda, Pau? :)

Ha!

Z.

Brzdęk, trrrrrr..... Reszka! Myk do banku!

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"
ZOBACZCIE SAMI! To jest aktualny widoczek z mojego okna w dachuuuu! Z mojego studia!!! Aaaaaa!!!!



A to ja. Chwilę przed ucieczką.

Ktoś mi wytłumaczy co to lata?
Przecież chyba nie Hermaszewski?!
"Wojna Światów" Orsona Wellsa się zaczęła?
Bóg się w końcu zdenerwował?

Przerażony Z.
(To na łbie to beret hinduskich spadochroniarzy).

Kochani, w tej sytuacji zrzutka do puszki obowiązkowa. Numery kont są poniżej. Lalka Voodoo mi mówi, że bez brzdęknięcia monetą będzie strasznie, demon nadleci nad dom każdego z Was, zacznie dziobać w szyby o północy, zrobi kupę do komina, wtargnie do środka, wywlecze wasze flaki i rozwłóczy po chodniku. Tak twierdzi przepowiednia. Ja bym dymał do banku w podskokach. I dymam.

(To uau, kurka... wyszeptała z podziwem moja żona Gusia. Najpiękniejsza kobieta na świecie).

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

wtorek, 4 sierpnia 2009

Niezwykłe zupełnie spotkanie.

Żeby dojechać na Woronicza do TVP na 7:30, muszę wstać o 6:00. Pau musiałaby wstać o 5:00, więc tym razem wskoczyliśmy w połączenie via Skype. Ja w "Kawie czy herbacie" razem z prowadzącymi i kucharzem, Paulie w domu ze słuchawką w ręku i kamerką przed nosem.

Ale zanim do tego doszło miałem chwilę odjazdu. Takiego, jaki ma mały chłopak, gdy zakłada na łeb pudełko po butach i zostaje Lordem Vaderem. W bufecie przy studio siedział generał Hermaszewski. Dla większości z Was to jakaś mglista postać z tajemniczej przeszłości, dla mnie to koleś, który poleciał tam, gdzie nie sięgał mój chłopięcy sen: w kosmos.

Jedyny Polak tego rodzaju.

Więc jak go zobaczyłem, to powiedziałem tylko "Oooooo... i już lecę", i zamknąłem oczy. I wtedy spotkało mnie coś, co się okazało dla mnie wielkim zaszczytem, zwykłym ludzkim zaszczytem, nienaszpanowanym, że coś tam. Po prostu generał odezwał się do mnie słowami "Panie Zbigniewie, zawsze chciałem pana poznać". On mnie, kapujecie.

Kosmita powiedział do brzdkąkającego na gitarze Ziemianina, że miał na niego oko. Byłem oszołomiony.

Zrobię tę dygresję. Jest coś takiego, że niektórzy mnie rozpoznają i wtedy jestem szczerze zaskoczony. Muzyk rockowy to nie jest jakaś wielka rzecz, żeby się wryć w pamięć. Niektórzy poświęcili życie, żeby mnie sprowadzać do parteru. (Zdarza się nadal, ostatnio warszawskim dxziałaczom PO, wielkie rozczarowanie). A tu na przykład w dniu wyboru na szefa Parlamentu Europejskiego siwiuteńki premier Buzek mnie pyta na jakimś korytarzu "W kółko pana słyszę w TVN24, a kiedy w końcu pana usłysze na scenie?". I wtedy jestem szczerze zdumiony. Bo życie uczyniło sporo, bym zapomniał kim byłem.

Wracamy do tematu.

Mirosław Hermaszewski to dla każdego faceta odrobina Zawiszy Czarnego spokrewnionego z Zorro zmieszanym z Wilhelmem Tellem. Nie mogłem odpuścić i dosiadłem się do niego. Zaczęliśmy gadać. "Mieszkam w lesie" powiedział nagle i sięgnął do łydki. Odwinął nogawkę od spodni, zrolował czarną skarpetkę i wyjął z niej IPhone'a. Przysięgam, że to prawda. Włączył, pojeździł palcem po ekranie i pokazał mi zdjęcia pięknego domu, bajkowego wręcz, pokrytego trzciną. Na zdjęciach dach był przywalony śniegiem, bo gdy je robiono akurat była zima. Na podjeździe małe rondo z kwietnikiem, widok na nie z tarasu i zaskoczenie kolejne: rondo jest w kształcie serca. "To dla żony" - mówi generał.

Odjeżdżam.

Mówi z refleksją, spokojnie, jest jakiś mały żal w głosie, kiedy mówi "Czasem mam jakieś wykłady i to mnie trzyma przy życiu". Na stoliku leży książka, którą napisał. Pytam czy cięzko było podczas przygoptowań. "Strasznie, po prostu strasznie. Ale lotu mi nikt nie odbierze" - stuka palcem w książkę. "Tu jest wszystko opisane". Już wiem, że książkę kupię.

Mówię mu o Pauli, że rozrabiam blogiem w jej sprawie. "Słyszałem o niej, dzielna dziewczyna". "Powie pan coś do komórki?" - pytam. "Jasne". Włączam i zaczyna mówić. Po kilkudziesięciu sekundach komórka miga i kończy nagrywanie. To Gusia dzwoni, bo wziąłem nie ten samochód. Uspokajam, że zaraz wrócę. Pstrykam Nokię-zdechlaka ponownie, jakbym się bał, że generał mi zniknie w kosmosie. Ale on czekał przy stoliku, sączył kawę i natychmiast zaczął mówić do Pauli ciąg dalszy.

To wszystko jest tu.
Niezwykłe.


Nie wiedziałem, że generał chorował na raka. I że go pokonał.
Nie mam słów.


Za te życzenia dla Pauli jestem wdzięczny generałowi bardzo.
Także Pani Iwonie Schymalli, która zaczyna ciężką harówkę jako dyrektorka telewizyjnej Jedynki i bez wahania postanowiła Paulę wesprzeć oraz Annie Pawłowskiej, która Paulę i mnie zaprosiła do programu, a także prowadzącym Agnieszce Szulim i Radkowi Brzózce. TVP oraz TVP Info mają u nas dobre słowo, bezwzględnie. Także rzecz jasna TVN życzliwy. Dzięki wielkie.


I tyle.
Słowa generała mają taką moc, że nie mam co się tu dalej szwendać.
Dobranoc.
Z.

Jeśli ktokolwiek z Was miał serce z kamienia i zaglądał tu na krzywy ryj and nie miał zamiaru wesprzeć Pau, teraz chyba nie ma wyjścia. Prawda? :)

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Tak było w TVN24!!! Joł Joł Joł!

To wszystko było napisane już wczoraj, wkrótce po naszej wizycie w TVN24. Niestety do 3 nad ranem blogspot nie chciał ode mnie przyjąć dostawy. Dopiero dziś w południe się zlitował. Więc wklejam jak było.

* * *

Ha! Inwazja na Normandię to był pryszczyk w porównaniu z nami.
Bo historia nie zna jednak wtargnięcia do studia telewizyjnego TVN-u z własną kamerą malutką i filmowania programu z garści podczas jego trwania. A tu się stało :)
Proszę uprzejmie!


Miejsce: studio TVN24
Dzień: 3 sierpnia 2009
Program: 24 godziny
Prowadząca: Anna Jędrzejowska
Uczestnicy: Paulina Pruska (jako Zbyszko z Bogdańca) i Zbigniew Hołdys (jako Hlava)
Kamera: małe SONY-nie-wiadomo-jakie
Pierwsze ujęcie: Anna Jędrzejowska podpisuje spiegla programu, który prowadzi, a dokładnie stronę opisującą temat Pauliny. Zaraz po programie wyląduje to na Allegro :) (JUŻ JEST TU, HEHE! :)

OTO ANNA JĘDRZEJOWSKA I MY!!!

I już.
Reszta jest historią :)

To oczywiście zaledwie skrawek naszego tam pobytu, cała rozmowa dotyczyła poważnych spraw (zdrowie Paulendozy i jej walki ze śmieciem) więc kręcić bez przerwy nie wypadało. Nadto wprawna ręka gitarzysty obiboka nie potrafiła punktualnie kadrować, więc obraz niekiedy fruwa - potraktujcie to jako nową formę. Tak się teraz będzie kręcić filmy.
Ale jedno mi się podoba w tym nagraniu bardzo: DŹWIĘK.
Teraz już wiecie, jak tam słychać naprawdę.
Elegancki pogłosik, świetnie by tam zabrzmiała jakaś kameralna orkiestra smyczkowa, oj, znakomicie (podpowiadam władzom TVN). Wy (jako telewidzowie) słyszycie głosy ludzkie via mikrofony wpięte w nasze koszule i klapy marynarek, głosy czyściutkie, brzmiące, niezakłócone, a my w studio słyszymy gwar, w tle wre praca, nikt się nie obcyndala, ludzie nie ściszają rozmów, szeleszczą papierami, ktoś idzie, słychać jego kroki. I na tym tle naprawdę trwa w studio nasza rozmowa.
Uwielbiam takie coś, POWAŻNIE.

Gdybym dziś nagrywał płytę, to nagrywałbym ją na ulicy. Może nie najbardziej hałaśliwej, ale jednak.
Muzyka i życie.
Coś w tym jest intrygującego.

Dobra, lecę wstawić kartkę ze złożonym podczas programu autografem Anny Jędrzejowskiej na Allegrzaka.
Autografy Pauliny i mój są tam również, dopisaliśmy się na krzywy ryj.
Dla Was.
(Ja mogę swój zamazać, jakby co)

Z.

PS1. Pani Annie Jędrzejowskiej i w ogóle ekipie TVN dziękujemy za wsparcie, bo ich wkład w powodzenie misji Pauli jest nieoceniony. Wielkie dzięki!

PS2. Powyższa relacja i jawnie tajny filmik kosztują Was, drodzy wizytatorzy bloszka, jakiś skromny przelewik, albo chociażby sms do przyjaciela w tej sprawie, albo wreszcie wejście na Allegro-aukcje wystawione przez Sklep_Holdysa: wszystkie są charytatywne i wyłącznie dla Pau.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Sensacyjna zajawka dnia wczorajszego!!!

Niestety, materiał filmowy z wcozrajszej wizyty w TVN dość długo się konwertuje, więc macie tu na apetyta zasmaczek zdarzenia. Jestem pewien, że nikt wcześniej takiego numeru w studio na żywca nie wyciął. Teraz się podenerwujcie zdziebko, ja przez tę konwersję już 3-godzinną jestem wpieniony do tego stopnia, że idę się zdrzemnąć. I tak dalej.

Z.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Dwa wielkie występy: Świerszcz i Kałamaga!

TO, CO NA BANNERZE, CZYLI SMAKOWITY FILMICZEK MARIUSZA KAŁAMAGI, JEST NIŻEJ.
Na rozgrzewkę zaczynamy od zaskakującego występu zielonego Świerszcza.


Niedziela była rodzinna. Wietrzyłem łeb, byliśmy w podłej knajpie na podłym obiedzie (fuj!), potem pojechaliśmy na lody, następnie kupiliśmy w Mediamarkcie dwie maupki foto - jedną dla Gusi do fotografowania pająków, drugą dla Dawida, bo ma same wielki Nikony w skrzyniach i nie jest w stanie normalnie zareagować jak coś się dzieje obok. A co się dzieje - luknijcie. Oto wielki świerszcz na futrynie drzwi do mojego pokoju.
Rano wyszedłem do łazienki i jak wróciłem - już siedział. Jakie miał zamiary - nie wiem. Miał metr drogi do studia, może chciał nagrywać. Elegancki zieloniak, spokojnie czyścił sobie stopy przy mnie, machał wąsami, w pewnym momencie wycelował je w moją stronę i zamarł. Pewnie wyczuł wodę Kouros, która ma podobno zniknąć ze sklepów, tak nieprzyjemny zapach wydziela. Ale potem wyluzował i pastował glany dalej.
Ten przystojniak obok świerszcza to Dawid, który na chwilę wpadł z LA.

To kolejna wizyta grubego zwierza na naszym terenie. Najmocniej było, kiedy na kanapie w pokoju Tytusa wylądował poważny nietoperz. Mordka śliczna, tylko mu buzi dać, dopóki nie otworzył kłapacza i nie pokazał zębów. Wszyscy odskoczyliśmy. Więc pudełko i sru, porzez okno do ogrodu. Tak jest zawsze. Mamy zoo, nie zabijamy nawet komarów (ale to raczej z braku refleksu). Inne stwory - pająki, mrówki, ślimaki i koniki polne - spokojnie mogą z nami zasiadać do stołu.
(Dawno temu zauważylem to u Piotrka, perkusisty Perfectu, który wynosił z domu na zewnątrz namniejsze nawet żyjątka, zawsze delikatnie, z szacunkiem. Mam ten obrazek przed oczami do dziś. Mistrzostwo empatii. Dla równowagi inny członek tego zespołu rzucał siekierą w prosiaki.)

* * *
UWAGA, UWAGA, UWAGA, UWAGA!
A TERAZ TO! OBIECANY PRZEPIĘKNY FILMIK MARIUSZA KAŁAMAGI Z KABARETU "ŁOWCY.B"! ODLECICIE! (powinniście :)

TO JEST PREZENT MARYJUSZA DLA PAULENCJI :) yo!
Mariusz jest człowiekiem odlecianym niezwykle.
Jego poczucie humoru mnie zwala z nóg. Pamiętajcie: dobry kabaret musi być zdeczuchna szurnięty. Nieuchwytnie pierdolnięty. Nieprzewidywalny. Taki był w całości Salon Niezależnych w latach 70-tych, szajka moich wielkich friendów, którym jako małolatek miałem przyjemność świecić na występach jedynym reflektorem. Mam podejrzenie, że być może Maryjuszowi pójdzie podobnie. Tak czy siak wielkie dzięki za to cudo, Maryjusz! :) Pogoda ducha to jest to, co teraz rządzi!

* * *
Dziś mam umówione spotkanie z płatnym mordercą. Prawdziwym. Zdecydował sie wystąpić przed kamerą dla Pauli.
Jak przeżyję to spotkanie - wieczorem filmik trafi na bloshka.
Doceńcie moją determinację.
Nie mówcie, że jej nie widać.
Więc potraktujcie mnie jak księdza z tacą.
Brzdęknijcie.

O to chodzi, wyłącznie.

Z.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

sobota, 1 sierpnia 2009

Pszczoła żądli.

Luknijcie spokojnie na poniższy film fabularny :)

I co wy na to?
Ha!


Tak wygląda świat.
Dla jednych muzyka ma granice, dla innych nie ma. (dla mnie nie ma)
Dla jednych trza się zdeklarować po czyjej się jest stronie - dla innych jest się wszędzie. (jestem wszędzie)
Na tym blożku nie ma ani granic, ani legitymacji. (dlatego jest mój)

Big Zbig Wodecki odezwał się natychmiast, spontanicznie, na kilka sposóbów - nagrał się na skeretarkę, wysłał esa, dzwonił. Zażądał numeru konta. Krótka pingpongowa piłka. Pozostało się z nim spotkać osobiście jak wpadnie do Warszawy, bo facet nie potrafi nakręcić filmiku i jeszcze potem włączyć komputera. Powaga, zero emaili. Komórka to jest jego max. Albo fax, ale tym obrazka ruchomego przesłać się nie da.

Filmik jest jak epopeja, obraz się z dźwiękiem rozjeżdża jak należy, moje dzieło. Jestem dumny. Tym sposobem nasza szajka ludzi dobrej woli zatacza coraz szersze kręgi. A cel jest jeden: ratować życie. Dawać komuś dobre znaki. Wysyłać sygnały, że ludzie są przyzwoici. Teraz, to już nawet tylko trzymać kciuki i nadal organizować spłatę długu, jaki Paulina będzie miała wobec bostońskiego szpitala.
Żeby przebudzenie po zabiegu było możliwie najsłodsze.

Hm. Jest 5:30 rano, chyba czas się zdrzemnąć. O 10:00 ma wpaść człowiek, który będzie mi zmieniał dach. Poważna akcja podobno. Muszę mu powiedzieć co powinien zrobić, żebym nie słyszał tego jebanego koguta nad ranem.
Więc powoli się utleniam.

Wszystkim, którzy zdeklarowali pomoc dla Pauliny, tworzą dla niej filmiki, albo przekazują fanty na aukcję - z całego serca dziękuję. Wilq (królowi komiksów), Kamilowi z "Niewinnych Chłopców", malarzowi Milińskiemu, Viciowi, także APW z wytwórni MJM, Tomiemu mojemu friendowi forever, Joannie i Krzysztofowi Krauze, Grażynie Wolszczak i Cezaremu Harasimowiczowi, L.U.C.-owi... wymieniam tych, co mam ich w głowie akurat, innych dopiszę później, bo może się zdarzyć, że Paulencja wyjedzie do USA zanim ich wsparcie się objawi. A, także klubowi Mono Bar, który przygotowuje powitanie Pauli jak już wróci - wielki koncert nowego jazzu :)

I tak ma być.

I na koniec gdybyście chcieli zobaczyć, jak nasza bohaterka się obija, wchłania słońce i tlen, szykując swój organizmek do chirurgicznej interwencji, to proszę uprzejmie. Po lewej fotka nadesłana wczoraj popołudniu do naszego pudla.

Finito. Powiem wam co teraz będzie. Zrywam się poczytać do snu dzienniki Salvadora Dali (szpanersko brzmi). Żyjemy w takich czasach, że jak człowiek powie, że czyta do snu "Tele Tydzień" to jest okazem wiochy. Jak czyta dzienniki Dalego to jest naszpanowanym bucem. Jak czyta "Przegląd Sportowy" to jest prostakiem. Jak czyta Gazetę Wyborczą to jest Żydem. Jak nie czyta nic, to jest przygłupem. Jak bierze tabletki nasenne - jest wporzo.

Nareczka.

Z.

PS
Pamiętajcie, że PP wyfruwa do Bostona 12 sierpnia. Musimy się jakoś zebrać w sobie i wywołać u niej miły odlot przed odlotem. Najlepiej dotując zbawienny zabieg. Resztę zostawiamy fachowcom w kitlach.


Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

piątek, 31 lipca 2009

Mezozoik.

Kogut o biednym głosie zapiał o 4:21. Chwilę później poszedłem spać. O 7:09 musiałem się zerwać do kibla, bo jogurty zdrowe mają wielką moc odpalania rakiet. O 7:25 farmer po drugiej stronie drogi odpalił młotek, szlifierkę i radio na cały regulator. Program I PR, klasyka. A jednak dałem radę upaść ponownie i teraz o 10:32 gdy piszę te słowa i woda mi napełnia wannę, mam złudzenie że jestem wyspany.

Dlaczego?

Bo w komórce znalazłem memesa od Pauliny z pięknym porannym zdjątkiem.

"Dobra. Mistrz bedzie pierwszy, ktory spojrzy na moja rozpuste wsrod przyrody :) sciskam mocno" I potem jeszcze "Boze, jaka jestem szczesliwa, ze tu przyjechalam :)"
No to pażałujsta.
Tak wygląda prawidłowe (zdaje się) ładowanie baterii.
Zdaje się, bo jako rodowodowy troglodyta nie zaznałem od lat.

Teraz udaję się na ważne rozmowy o teatrze. Ważne jak dla mnie oczywiście, bo działam w mikroświecie. Wam na dziś dedykuję jeden z najgenialniejszych kawałków muzycznych w historii: "Money" z filmu "Kabaret" w wykonaniu Lizy Minelli i Joela Greya. To aluzja rzeczjasna :)


Z.

Ups. Wyjaśniam skąd tytuł "mezozoik". Ano wyjazd Pauli gdzieś nad wodę uzmysłowił mi, że homo sapiens nie powstał w okolicy asfaltu i spalin. Ciekawe jak wyglądała Warszawa gdy panował mezozoik.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Mózg na ścianie.

Wczoraj (przedwczoraj) poszedłem spać o 5:30 rano. Taki teraz obyczaj. O 8 już nie spałem i czytałem zaskakująco ciekawy magazyn MaleMAN. O 10 przegląd samochodu, bo ostatni dzień ważności dowodu. (Po co ma pan kupować nowy, skoro tym pan dmucha 165?). I natychmiast skok do banku, na drugi koniec Polski. Dawid kolekcjonuje papiery na studia w LA. Potem w Śródmieściu (kolejny skok na inny koniec Polski) fotki do dokumentów, śniadanie w KFC (trzeci koniec) i zjazd do domu. I nagle zgon.

Spałem do 18. Jak się ma tak zorganizowany dzień, to można spokojnie spakować manatki. Nigdzie się nie dotrze z rozumem, nic się nie zrobi. Pisze się idiotycznie, jak ja teraz (i tak się pisze nie za mądrze), ale mimo wszystko nocą się pisze najlepiej. Nic nie działa. Miasto, wieś, komórka - wszystko jest out. Nocne pisanie (nie, nie bloga, blog to cymes) do rana, to jest teraz moje zajęcie.

Jak będzie widno ok 4 jebnięty kogut z lekko poderżniętym gardłem zaskreczuje groteskowo, czym jednak obudzi kilka wiejskich psów. Wtedy się zakotłuje i nastąpi początek końca ciszy. Dla mnie to będzie znak, że pora na sen.

Gdyby nie empatia kogut już by nie żył. (Poprzedni nie żyje, ale to nie moja robota.)

I tak od kilku tygodni. Aż mi przejdzie ochota na takie życie. Wtedy stanę się człowiekiem dziennym pitolącym na gitarze.

* * *

Gdy nie mogę zasnąć biorę jakąś tabletkę doktora Murray'a i dostaję umysłowego młynka. Świruję, piszę idiotyczne wiersze (Widziałem cię wczoraj w oknie jak biłeś konia okropnie) i inne rzeczy, które zostaną opublikowane po mojej śmierci. Z pozoru abstrakcyjne, choć według mnie właśnie normalne zupełnie. Przed samym upadkiem na materac pogmeram w necie, oooo, w tym jestem specjalistą - www.garageband.com polecam ludziom muzyki - albo czytam, albo siedzę i bawię się kompkowymi programami. Nic mi po nich, ale to jest moje lego wtedy. Tak jak teraz.

Mam nadzieję, że Tomek się nie wkurwi. Prawda jest taka: oni grają w filmach w takim właśnie stanie, technicy potem podkręcają prędkość, żeby nie było widać, że są pijani wszyscy.

* * *

Dostałem maile w sprawie filmiku Kazia do Palikota. Skrajne. Od podziwu i kolan, po kwaśne uwagi. Czyli znakomicie. Dałbym wiele, żeby Kazio wygrał z Nergalem i Dodą razem zliczonymi, wtedy Pau zarobi nie tylko na swoją, ale na kilka operacji innych ludzi. Pudlem ich weźmiemy, hehe.
Bo mam nadzieję, że na oglądaniu i cmokaniu się nie kończy.
Nie wypada.

* * *

Gdy piłem - w moim domu walało się mnóstwo butelek wszelkich kształtów i smaków, od browaru po najlepszą whisky. To był brzęczący dom. Wszystkie wyssane do sucha, dźwięczne jak sytnezator Fairlighta. No to teraz zobaczcie jak wygląda rocker, który zszedł na psy.


Teraz wiecie, dlaczego mi się grać nie chce.

Przynajmniej koszulą w której siedzę, a jak gorąco, to ją zdejmuję, trzymam resztki fasonu. Choć nawet i to pewnie nie. Zdrada ideałów, straszna rzecz. Paliłem 40 carmenów dziennie, miałem talerz od zupy zamiast popielniczki, piłem na śniadanie szampana, potem jechałem taksówką do Hotelu Europejskiego żeby zjeśc obiad i - zwłaszcza - wypić pierwszą whisky. Fantastyczne życie. A teraz jogurty, cola bez cukru, obrzydliwe.

Dlatego skamlę na blogu, czaicie.
Pau to tylko pretekst.

* * *

O 1 w nocy, czyli przed chwilą, wymieniliśmy esy z Mariuszem Kałamagą, najbardziej odjazdowym komikiem ostatnich lat. Maryjusz transportuje filmik tak wielki, że net spuchł i nie chciał go przepuścić. Nie mogę się doczekać. Mógłbym wstawić inny, bo mam różne, ale muszą być jakieś emocje, jakiś hook. Nie może to być zwykła tania kolekcja fajnych ludzi, jak leci. Muszę Was powkurwiać nieco samym czekaniem.

Bo, jak widzicie, to jest blog prekursorski w jakimś sensie. Genialny. Prosty jak Kolej Transsyberyjska. Dostarczający światło pod latarnię. Tworzący wartość z niczego.

* * *

Ostatnie słowo, bo widzę, że bredzę.
Ten MaleMAN ma znakomity dział tzw. kulturalny. Wywiady, z którymi nie trzeba się zgadzać, ale są podstawą, by użyć własnego mózgu. Jest tam genielny esej o Jasiu Kapuście, grafiku z innej planety, który mi w 1981 projektował okładkę do pierwszej płyty Perfectu, kiedy jeszcze miała się nazywać "Mr Polakoff". Niestety cenzura ją zmiotła, i wyszedł tzw biały album z zielonym napisem tylko. Albo wywiad z Borucem, pierwszy jaki z nim przeczytałem w życiu. Ale tu, niżej zobaczycie rzeźby (płasko) Wojciecha Zasadniego. Zasadni rzeźbi (płasko) okładki czasopism. Aktualnych, prawdziwych, jeden do jednego. Jest w tym wszystko, co lubię. Zwłaszcza przewrotność. Dlatego rzucam Wam go na pożarcie. Zeżrecie, jak ja będę spał, zapewne.
Branoc.
(Kaska, kaska, kaska!)

Z.

Kliknij tu i dowiedz się dlaczego ten blog powstał.
A potem wsyp parę grosików na to konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
Fundacja Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Dopisek: "Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"